Zdaliśmy egzamin

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę dotyczącą Instytutu Pamięci Narodowej i walki o prawdę historyczną i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego.

Z punktu widzenia polskiej racji stanu to decyzja najlepsza z możliwych. Dlaczego? Pokaże prawdziwe intencje krytykujących ten akt prawny i dowiemy się, kto i co chciał na tej sprawie ugrać. A są to przede wszystkim Izrael, następnie totalna opozycja a na końcu Ukraina. Musimy rzetelnie ocenić każdy sygnał z zagranicy, każdy artykuł prasowy i wypowiedzi polityków, w tym także na naszym podwórku: media Lisa, Waltera czy Michnika.

W tym miejscu opisałem konsekwencje ataku na Polskę i korzyści, jakie mogą atakujący nasz kraj uzyskać. Kwestia, co w najbliższym czasie się stanie. Polityka historyczna Polski była zaniedbana od początku transformacji, czyli od 1989 roku. Byliśmy krajem, który tylko uznawał swoje winy, nie dopominając się prawdy i zadośćuczynienia. To my, obywatele polscy, w okresie 1939-1945 doznaliśmy najwięcej krzywd. To my próbowaliśmy poinformować opinię światową o okrucieństwie Niemców z SS, Wermachtu czy Gestapo (raporty Karskiego czy Pileckiego). Zdaliśmy egzamin jako naród i zawsze go zdawaliśmy. Od pierwszego rozbioru Polski, poprzez powstania po walkę z komunizmem. Mamy ciężką historię ale piękną historię, bez okresów, za które musimy się wstydzić. I być może to właśnie za to jesteśmy dziś atakowani, bo fakty przemawiają za nami niezbicie. Jak będzie dalej, dowiemy się w najbliższej przyszłości. Kochajmy nasz kraj i zróbmy to dla przyszłych pokoleń! Zapraszam do udziału w dyskusji tutaj.

Dwie Polski, dwie narracje

Czy obecna wojna dyplomatyczna z Izraelem będzie fatalna i dla Izraela i dla Polski i jak to wszystko później naprawić?

Tutaj emocjonalnie opisałem, jak Izrael śmie nas atakować dzisiaj:

Dumna Polska, a dzisiejszy Izrael


Jednak większym problemem dla nas jest granie opozycji na rzecz wewnętrznych korzyści. Dziś Izrael pokazuje, że atak na Polskę to cel nadrzędny w obecnej u nich kampanii wyborczej. Czy obecnie tam rządzący, czy opozycja, każdy zgodnie atakuje nasz kraj i chce ugrać dla siebie kosztem Polski. Ale czy tego samego nie robi dziś TOTALNA, wkurwiająca nas coraz bardziej, opozycja? Jak śmie były komuch z władz PZPR, dziś świętszy niż papież, Marcin Święcicki , który bez mrugnięcia okiem w dyskusji z Markiem Jakubiakiem pieprzył, że Polacy też mordowali Żydów, ale nie zakładali obozów śmierci. Co za kutas, który dla korzyści politycznych atakuje nas, Polaków. Czy oni nie mają świadomości, że podchwytują to media międzynarodowe i to jego będą cytować, a nie premiera Mateusza Morawieckiego?

Swoją drogą to sam premier Morawiecki osobiście zaangażował się w kampanię informacyjną o niemieckich obozach śmierci. To chyba obrał sobie za punkt honoru, i dobrze. Dziś procentuje wychowanie przez ojca Kornela w duchu patriotycznym i przeszłość, która choć trudna, wyryła w sercu ogromnego orła i barwy biało-czerwone. Dziękujemy!

USA na pewno zażenowane są walką dwóch strategicznych partnerów i chcą ten spór zażegnać. Oczywiście dziś stoją i będą stać po stronie Izraela, ale to na razie grożenie palcem bez konsekwencji. Polityka to też interesy i Polska, jako płatnik netto za modernizację armii, jest zbyt cenna by z nią prowadzić wojenkę. Zwłaszcza, że po kampanii wyborczej sam Netanjahu przeprosi nas za wszystko, o ile wciąż będzie tworzył rząd po wyborach.

A totalsi z Nowośmiesznej i Platformy Obciachu? Ich czas już się skończył w 2015 roku i w 2019 roku na pewno nie wejdą już do Sejmu. Chyba, że znów zmienią szyld i znajdą jakiegoś króliczka w kapeluszu, pełnym śmieci 🙂

Dumna Polska, a dzisiejszy Izrael

Ponieważ nadal trwa dyskusja o Naszej ustawie ws dobrego imienia Polski, napiszę tak:

Z niezrozumiałych logicznie względów, naród żydowski jest przez wiele społeczeństw traktowany jako “specjalnej troski”. Racjonalnie- z jakich powodów,podejście do Izraelitów ma być lepsze, niż do Anglików, Hindusów czy Polaków? Cóż tak wspaniałego wnoszą do kultury świata? Jakież to postawy ich obywateli zasługują na wyróżnienie? Bo w czasie II WŚ, za sprawą szaleńczego planu hitlerowców, wymordowano ich miliony – prawda. Polacy w niezliczonych przypadkach ratowali Żydów – prawda. Zdarzali się tacy, którzy na ich nieszczęściu się wzbogacili – też prawda. Ale zadam pytanie – Ile razy w historii Polski to Żydzi ratowali Polaków? Ilu zginęło, często całymi rodzinami,pomagając Nam? Co więcej – Polacy jako pierwsi stawili opór hitlerowcom, walczyli i dzielniej i skuteczniej, niż kilka miesięcy później państwa zachodnie. Polacy obronili Anglię. Natomiast kilka lat później, mocarstwa zachodnie oddały Nas ZSRR, ale stworzyły państwo Izrael. A za jakież zasługi dla Świata? I dzisiaj Izrael robi “focha”, bo Polacy ustanawiają poprawne dla siebie prawo?

Panoszycie się wszędzie, albo wspominając swoją tragiczną przeszłość, albo nieszczęśliwe położenie na ziemiach, w końcu ukradzionych arabom, których teraz musicie bronić. A Nam, Polakom, kiedy pomagaliście? Nigdy. Prędzej powinniśmy otoczyć opieką takich Litwinów, z którymi mieliśmy wspólną historię,czy podać rękę Ukraińcom, które to narody walczyły przez wieki dla Polski, niż przejmować się płaczem lub groźbami Izraela. A jak nie, to co? Postraszycie Nas problemami ze stosunkami z USA? Przez wieki dbacie wyłącznie o własny interes i nie dziwcie się, że przez te wieki były – choć to przykre – Wasze pogromy. Nie straszcie Polski, bo mimo, że Nam nie pomagaliście w chwilach dla Nas i Naszej niepodległości ciężkich, Polska była dla milionów z Was Ojczyzną. A mordowali Was hitlerowcy. Jedyne,co wypada, to Nam dziękować i mycki z głów. Szacunku więcej a nie buty i gróźb. Gdybym to ja był ministerem spraw zagranicznych, jedyne, co byście usłyszeli, to takie oto słowa- Polska Was setki lat przygarniała, Polska Was broniła, Polska nie da się oskarżać o wyrządzanie Wam krzywdy, bo kto inny jest jej winien. Polsce Wy jesteście natomiast winni szacunku i Jej obywatelom. I Polska, w dobrej wierze, uchwala prawa dla Niej właściwe. A od siebie prywatnie – płacze państwo, jak facet, bez jaj i użala się nad sobą dla wzbudzenia powszechnej litości. Polacy to honor! Niczego przez wieki zamieszkiwania u Nas się nie nauczyliście? To niczego nie jesteście warci…

Wredna pani ambasador Izraela

Izrael rozpętał dyplomatyczną wojnę, a wszystko to przez ustawę 447 prosto z Senatu USA!

Anna Azari, bo o niej mowa, była już na placówkach dyplomatycznych w San Francisco, Moskwie, Kijowie i Kiszyniowie. Jest więc pożyteczna z punktu widzenia tych, którym silna Polska jest nie na rękę. A do tego ten wredny wyraz twarzy, który potęguje w nas, dumnych Polakach, złość i niedowierzanie. Niedowierzanie bowiem wynika z tego, co stało się na uroczystości wyzwolenia Auschwitz. Te słowa nie miały prawa paść, a jednak padły. Wstyd pani Anno na cały świat. Ale i tak media prozachodnie będą pisać o faszystowskiej Polsce, o totalitarnym rządzie, itp.

W Izraelu trwa kampania wyborcza i ten przypuszczony atak to stawka, o jaką grają żydowscy politycy: ustawa 447, która pozwala stronie amerykańskiej ubiegać się o odszkodowania powojenne Żydom, w ich imieniu. Jeśli Donald Trump da przyzwolenie na to, będzie kolejnym fałszywym politykiem ze szczytu, który poklepuje Polskę po plecach (jak Bush jr, Obama) a robi swoje, czyli tę Polskę wgniata w ziemię!

Miami jest tylko jeden

O Jarosławie Pieczonce dowiedziałem się przypadkowo z mediów. Niewielu wiedziało, przed jego ujawnieniem się, o jego istnieniu w przestrzeni publicznej. Człowiek z charakterystycznymi, twardymi rysami twarzy, z lekkim jej paraliżem w okolicach szczęki. Kim jest więc Jaroslaw Pieczonka, który mówi, że to on jest tym Majami, o którym pisano i opowiadano ostatnio w środkach masowego przekazu?

Urodził się w połowie lat 60-tych i po wstąpieniu do wojska (zasadnicza służba wojskowa) chciał pozostać specjalsem (żołnierzem sił specjalnych). Miał twardy charakter, nie poddał się fali panującej w wojsku u schyłku PRL. Na własne oczy widział degrengoladę w LWP ale został dostrzeżony przez jednego oficera, który widział w nim potencjał. I tak zaczęła się przygoda z Wojskową Służbą Wewnętrzną Ludowego Wojska Polskiego.

Początki to nauka zapamiętywania i zwracania uwagi na szczegóły, techniki konspiracji itp. By być pewnym lojalności, skutecznie przeszedł weryfikację podczas zaaranżowanej próby porwania samolotu należącego do polskiej floty, by wykryć szpiegów CIA na terenie PRL. A przypomnijmy, że Polska była po przeciwnej stronie barykady w Układzie Warszawskim. I być może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie upadek PRL, a wraz z nim struktur wojskowych w poprzednim kształcie. Wielu tajniaków obudziło się w nowej rzeczywistości kapitalistycznej III RP, gdzie pseudobiznesmeni chodzący w białych skarpetkach do garnituru, zaczęli dorabiać się fortun (wspomnę o tych najgrubszych: Solorz, Kulczyk, Krauze). I ta nowa rzeczywistość dotknęła także Jarosława Pieczonkę. Nie mając z dnia na dzień pomysłu na siebie, a szczególnie pomysłu na godne pobory podczas galopującej inflacji, otrzymał rozkaz wstąpienia do policji i pozostania uśpionym szpiegiem, rozpracowującym patologie wewnątrz tej formacji. I tak Majami przeniknął do struktur policyjnych, a w konsekwencji do oka cyklonu, jakim była rodząca się wówczas w Polsce przestępczość zorganizowana. Dziś media, powiedzmy poprawnie politycznie, typu Wyborcza czy Newsweek, próbują wykreować Jarosława Pieczonkę na gangstera, nie znając praw i obowiązków, panujących w strukturach służb specjalnych, a zwłaszcza tych wojskowych, gdzie hierarchia jest szczególnie eksponowana.

Można zarzucić, że stawał po stronie gangsterów, np. po śmierci Nikosia w Gdańsku. Ale czy tego nie wymagali jego przełożeni z WSW, a później Służby Kontrwywiadu Wojskowego? Są rzeczy i fakty, które Jaroslaw Pieczonka zachowa tylko dla siebie. Zbieranie informacji to podstawa działalności wywiadu i kontrwywiadu. Zapewnienie opieki najważniejszym osobom w państwie, najważniejszym strategicznym spółkom Skarbu Państwa, największym biznesom, które nie powinny zostać sprzedane w nieodpowiednie ręce. Nad tym prawidłowo funkcjonujące państwo powinno panować. Służby bloku wschodniego, należące do Układu Warszawskiego, wspominając nie tylko o Stasi czy KGB, ale także rumuńskiej Securitate czy węgierskiego AVH należały do skuteczniejszych niż te z zachodniej Europy. Kiedy na nią wylewał się współczesny terroryzm w latach 60-tych (Carlos Szakal, niemiecki RAF -Frakcja Czerwonej Armii /zwana też grupą Baader-Meinhof/, OWP, lewackie oddziały we Włoszech, Francji, Belgii czy Hiszpanii), to kraje satelickie ZSRR skutecznie udzielały wsparcia w walce ze zgniłym wg nich kapitalizmem. Polska należała do czołówki, więc nasi oficerowie wywiadu mają ogromne doświadczenie i tradycję.

Kiedy zaczęła się jego „kariera medialna”, o którą jest ostatnio posądzany? Od wywiadu udzielonego Gazecie Wyborczej w marcu 2016 roku. Co stało się tego przyczyną? Arogancja poprzedniej władzy, arogancja służb pod kontrolą owczesnej koalicji PO-PSL. Wykryte nieprawidłowości na szczycie CBA, CBŚ i ABW próbowano zamieść pod dywan, a z samego Pieczonki uczynić kozła ofiarnego. Ośmieszyć, skompromitować, oczernić. Podobne mechanizmy stosowano wobec Wojciecha Sumlińskiego, który miał próbę samobójczą po nękaniu przez służby. W przypadku Majami trafiła kosa na kamień. Na szczęście.

Kornel Morawiecki, pieczęć Solidarności Walczącej

Ten wpis jest swego rodzajem oddaniem szacunku dla wielkiej postaci wrocławskiego podziemia z lat 80-tych XX wieku.

Była jedną z niepodległościowych organizacji niezależnych, wywodzących się z NSZZ „Solidarność”, powstałych w konsekwencji delegalizacji „Solidarności” przez komunistyczne władze PRL oraz wprowadzenia stanu wojennego.

Głównym celem SW było całkowite odsunięcie od władzy komunistów i przywrócenie Polsce niepodległości. Działalność podziemna Solidarności Walczącej to przede wszystkim szerokie propagowanie idei wolności, walczanie propagandy  komunistycznej oraz przywrócenie w obiegu społecznym prawdziwych informacji historycznych. Realizowano to poprzez budowę silnej, wolnej od cenzury struktury wydawniczej. Solidarność Walcząca organizowała masowe demonstracje uliczne.

I nie byłoby tego wszystkiego bez bohatera tamtych czasów, Kornela Morawieckiego. Urodzony w wymownym dla nas Polaków dniu 3 maja 1941 roku w Warszawie, ogarniętej wówczas hitlerowską okupacją. Do Wrocławia przeniósł się z racji studiów na Uniwersytecie Wrocławskim i tam już został. Był pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Wrocławskim, początkowo w Instytucie Fizyki Teoretycznej, następnie w Instytucie Matematyki. Od 1973 do połowy 2009 pracował w Instytucie Matematyki i Informatyki Politechniki Wrocławskiej.

W 1968 uczestniczył w strajkach studenckich. Po ich stłumieniu, wspólnie z Jerzym Petryniakiem, Zdzisławem Ojrzyńskim, Piotrem Plenkiewiczem oraz Ryszardem Trąbskim, wydrukował i kolportował ulotki potępiające ówczesne władze komunistyczne za represje wobec protestujących. W podobnym zespole wydawał ulotki przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w sierpniu 1968, a następnie przeciwko stłumieniu przez władze protestów robotniczych w grudniu 1970. W 1979 związał się od drugiego numeru z wydawanym we Wrocławiu drugoobiegowym periodykiem „Biuletyn Dolnośląski”. W tym samym roku wraz z grupą znajomych witał papieża Jana Pawła II w Warszawie, Częstochowie i Krakowie podczas pierwszej pielgrzymki do Polski biało-czerwonym transparentem z napisem „Wiara i Niepodległość”.

W sierpniu 1980 wraz z „Biuletynem Dolnośląskim” włączył się w organizowanie strajków we Wrocławiu. We wrześniu tegoż roku brał udział w organizowaniu regionalnych struktur „Solidarności”. Wraz z Mikołajem Iwanowem i zespołem „Biuletynu Dolnośląskiego” drukował po rosyjsku odezwy do żołnierzy radzieckich stacjonujących w Polsce. Za tę działalność został zatrzymany, zwolniono go po poręczeniu udzielonym przez rektora PWr i groźbie strajku powszechnego w regionie. Był delegatem na I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku i jednym z inicjatorów przyjęcia przez zjazd Posłania do ludzi pracy Europy Wschodniej.

Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 uniknął internowania, gdyż przewoził wieczorem sprzęt poligraficzny i nie był obecny podczas wejścia wojska do jego mieszkania. Z zespołem „Biuletynu Dolnośląskiego” zaangażował się w działalność podziemną. Korzystając z zakonspirowanej struktury, rozpoczął działalność poligraficzną. Pierwszy numer drugoobiegowego pisma „Z dnia na dzień” był drukowany w nocy z 13 na 14 grudnia i został kolportowany od rana 14 grudnia we Wrocławiu. Zajął się także wydawaniem prasy i wydawnictw Regionalnego Komitetu Strajkowego „Solidarność” we Wrocławiu, był upoważniony przez przewodniczącego regionu Władysława Frasyniuka do wydawania i podpisywania oświadczeń w imieniu RKS.

Na przełomie maja i czerwca 1982 założył organizację Solidarność Walcząca (początkowo posługującą się nazwą Porozumienie Solidarność Walcząca). W manifeście programowym Kim jesteśmy? O co walczymy? wskazano, że podstawowymi założeniami SW jest „walka o odzyskanie niepodległości i budowa Rzeczpospolitej Solidarnej”. Odrzucano ugodę z urzędującą władzą i reformowanie systemu, deklarowano walkę podjazdową „na wszystkich poziomach i różnymi metodami”.

9 listopada 1987 Kornel Morawiecki został zatrzymany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa we Wrocławiu. Przetransportowano go do Warszawy i osadzono w areszcie na Rakowieckiej. Z inicjatywy Konfederacji Polski Niepodległej w USA powstał Komitet na rzecz Uwolnienia Kornela Morawieckiego. Jan Olszewski (który miał być jego obrońcą w planowanym procesie) namówił go do wyjazdu wraz z Andrzejem Kołodziejem do Włoch. Kornel Morawiecki opuścił kraj 30 kwietnia 1988. Po trzech dniach, podczas próby powrotu, został deportowany z lotniska w Warszawie do Wiednia. Udało mu się powrócić konspiracyjnie do Polski pod koniec sierpnia 1988.

Dzisiaj, kiedy premierem kraju został jego syn mamy gwarancje, że Mateusz wychowany w duchu patriotyzmu bezpiecznie będzie prowadził okręt zwany Polską po właściwym kursie. Gdyż to on teraz jest kapitanem statku, ale trzeba pamiętać, że admirałem floty wciąż pozostaje pan Jarosław Kaczyński.

Jan Paweł II, patron Polski i pokoju

2 czerwca 1979 roku: “Niech zstąpi Duch Twój, niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze Ziemi, tej Ziemi”

Te słowa zna każdy katolik z Polski. Choć dziś w mediach rzadko wspomina się o wkładzie Jana Pawła II w upadek komunizmu w Europie. Przebija się tylko Lech Wałęsa ze swoim rozdmuchanym ego. Ale to właśnie dziś święty z Wadowic powinien być przypomniany nie tylko Polakom, ale i Europejczykom. Nikt inny nie odbył tylu spotkań z przywódcami świata. To papież w czasie swojej pierwszej pielgrzymki do Polski tchnął ducha walki o wolność Polaków, jakże doświadczonych przez lata w przelewaniu krwi o tożsamość. I tak zrodziła się w następnym roku Solidarność, na której czele stanął Lech Wałęsa. Jedyny człowiek tamtych lat obdarzony charyzmą, zdolny dźwignąć ciężar walki o ponowną niepodległość Polski.

Trudno będzie także zrozumieć sceptykom fakt Tajemnic Fatimskich, powiązanych z upadkiem komunizmu. 13 maja 1981 roku podczas audiencji na Placu św Piotra w Rzymie o godzinie 17:19 został postrzelony przez Turka Mehmeta Ali Ağcę. Dokładnie 64 lata (także 13 maja) po pierwszym objawieniu Matki Bożej w Fatimie. Ranny papież osunął się w ramiona stojącego za nim sekretarza Stanisława Dziwisza. Ochrona przewiozła Jana Pawła II do polikliniki Gemelli, gdzie poddano papieża sześciogodzinnej  operacji. Do pełni zdrowia jednak nigdy nie wrócił. Papież wierzył, że swoje ocalenie zawdzięczał nie tylko szczęściu. Wyraził to słowami: Jedna ręka strzelała, druga kierowała kulę.

Rok po zamachu papież udał się do Fatimy w swą jedenastą podróż apostolską, chcąc złożyć Matce Boskiej hołd i podziękowanie za to, że ta według niego ocaliła mu życie. Wyjęty podczas operacji pocisk z pistoletu Mehmeta Ali Ağcy został przekazany jako wotum, a następnie umieszczono go wewnątrz korony figury Matki Bożej Fatimskiej. 13 maja 1982, podczas nabożeństwa, niezrównoważony mężczyzna Juan María Fernández y Krohn lekko ugodził papieża nożem. Ochrona szybko obezwładniła napastnika, a papież dokończył nabożeństwo pomimo krwawienia. Wydarzenie to nie było szerzej znane aż do roku 2008, kiedy do kin trafił film Świadectwo.

Upadł komunizm w Polsce, rozpadł się Związek Radziecki. Wydawałoby się, nie do pomyślenia jeszcze w Stanie Wojennym i tuż po nim, gdzie swoją ofiarę poniósł ksiądz Jerzy Popiełuszko, kapelan Solidarności. Jednak determinacja samego papieża, Lecha Wałęsy oraz Ronalda Raegana złożyły się razem na końcowy sukces. Dziś, kiedy słyszy się bufona Wałęsę, który zaprzecza epizodowi z lat 70-tych współpracy z SB wobec niezbitych dowodów oraz powtarzaniu na każdym kroku JA i tylko JA obaliłem komunę, ma się ochotę zlitować nad potwornie brzydko starzejącym się byłym prezydencie kraju. Kraju, który gen wolności ma głęboko zakorzeniony, którego Juliusz Słowacki określił Winkelriedem narodów.

Co z tym Kimem

Czy Korea Północna jest dziś realnym zagrożeniem?

Od kilku lat trwa ofensywa nuklearna w reżimie Kima (tak chętnie porównywanym z obecną Polską przez nieźle pojebanych, zawiedzionych wyborców SLD, PO, PSL czy Nowośmiesznej). Wielu zadaje sobie pytanie, czy był moment, by kwestię ograniczenia militarnej siły Korei Płn ukrócić. Otóż był taki moment. Była to ofensywa USA w Zatoce Perskiej w 1991 roku i słynna operacja Pustynna Burza. Wtedy to Chiny były pogrążone w kryzysie i na pewno nie odpowiedziałyby militarnie na atak i obalenie reżimu Kimów siłą (było to 27 lat temu). Tak samo ówczesna Wspólnota Niepodległych Państw, z Rosją Jelcyna na czele.

Dzisiaj Zachód może jedynie obserwować i płakać nad rozlanym mlekiem. Ale czy rzeczywiście Kim chce użyć broni? Nie jest aż tak szalony by wywołać konflikt globalny. Sam kształcił się  w Szwajcarii pod fałszywą tożsamością. Kim Dzong Il oraz wcześniej Kim Ir Sen potrafili wykształcić swoje dzieci, bo tylko to gwarantowało utrzymanie reżimu. Dziś broń nuklearna jest jedyną gwarancją i argumentem w negocjacjach o ewentualne zniesienie sankcji. W orędziu noworocznym dyktatora słychać było gotowość do podjęcia rozmów. Także poczekajmy na rozwój wydarzeń. Wszystkie znaki pokazują, że Igrzyska Olimpijskie w Korei Płd za kilka tygodni mogą być wykorzystane do rozmów pokojowych i etapem do pojednania obu Korei. To się wydarzy, bo lepiej pokojowo rozwiązać konflikt i dać szansę modernizacji kraju, niż być w ciągłej izolacji bez gwarancji, że wojskowi nie zbuntują się przeciw wciąż młodemu Kim Dzong Unowi. Bo rzeczywiście to rządzi tam armia, która w każdym momencie może wypowiedzieć posłuszeństwo bossowi.

Zachęcam do komentowania i udostępniania treści na swoich tablicach na FB.

Kremlowskie fabryki trolli

Niedawno brytyjski Guardian opisał ingerencję Rosjan w referendum ws wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (czerwiec 2016 roku). Tak się składa, że brytyjski kontrwywiad MI5 (Security Service) wykrył aktywność 419 kont twitterowych pochodzących z Rosji, które wygenerowały 45 tysięcy wiadomości w 48 godzin, poprzedzających referendum. Filip Perkon, 28-latek, którego rodzice pochodzą z Rosji, a który mieszka w Londynie, opracował system, zwany “Russian diplomatic online club”. Dyplomaci związani z ambasadą rosyjską w UK nie musieli robić nic. Ich twitterowe konta same generowały około 10 tysięcy tweetów sugerujących głosowanie za Brexitem.


Putin zapytany przez May oczywiście zaprzecza. Twierdzi, że Rosja oczywiście śledziła kampanię ale nie ingerowała w wewnętrzne sprawy Wielkiej Brytanii. Istnieje podejrzenie, że tegoroczne wybory parlamentarne w UK były także zmanipulowane. Dodatkowo w samej końcówce kampanii miał miejsce krwawy zamach w Manchester, którego akurat jestem mieszkańcem i wiem, co się tutaj działo z bliska. A co do samych fabryk trolli, to jest ciekawa historia, związana z Sankt Petersburgiem. Otóż w tym mieście jest takowa, przy ulicy Sawuszkina 55. Z zewnątrz budynek wygląda, jakby był w ciągłym remoncie, otoczony metalowymi barierkami. Pracuje tam około 400 osób, a założycielem tego przybytku jest emerytowany pułkownik milicji Michaił Bystro (w sumie Kreml zawsze potrzebował bystrych ludzi).
Jak wygląda praca? Otóż pracownik otrzymuje przekaz dnia i ma go rozpowszechnić w różnych portalach informacyjnych, w różnych językach na forach. Podaje się za biznesmena, sprzątaczkę, kierowcę, studenta itp. To uwiarygadnia przekaz. Onet, Wirtualna Polska, NaTemat, czy Interia nie są wolne od takowych zagrywek Kremla. Kremlowskie trolle pracują całą dobę, Dyżury są 12-godzinne. Ich zadaniem jest również odpowiadanie na wpisy innych trolli. Wszystko by przekonać, że na dany temat odbywa się zagorzała dyskusja. Nie dowiedzielibyśmy się do dziś, jak to wszystko pracuje, gdyby nie jedna z pracownic, która nie wytrzymała. Po zabójstwie Niemcowa w 2015 roku kazano kolportować przekaz, że śmierć opozycjonisty to prowokacja samej opozycji, by wzmocnić jej siłę i ją zjednoczyć.


Konkluzja nasuwa się sama: obserwujmy wątki na forach i sprawdzajmy, gdzie są one ściśle prorosyjskie. Być może to nie organiczna praca rusofilów, a zamierzone działania Kremla.
Udostępniajcie na swoich tablicach, dyskutujcie i proszę o organiczne wsparcie popularności mojego bloga. Bo ma być jak zawsze prowokująco, trochę śmiesznie ale zawsze prawdziwie.

Owiany tajemnicą żywot Jana Kulczyka

Mnożą się teorie spiskowe na temat śmierci Jana Kulczyka. Przyznam się, że i mnie zszokowała informacja na temat jego zgonu. Jest 29 lipca 2015 roku i Polskę obiega informacja o powiklaniach po planowanym, co bardzo w tej sprawie istotne, zabiegu kardiologicznym. Sytuacja ma miejsce w szpitalu klinicznym w Wiedniu, publicznej placówce.Pierwsze pytanie jakie przyszło do głowy to te, jak to możliwe, że najbogatszy Polak nie korzysta z luksusowych klinik prywatnych, gdzie operują najlepsi za bajkowe sumy. No chyba dla miliardera, ratującego swoje zdrowie, to podstawowa decyzja. Od tej operacji zależy przecież, jak długo będzie żył.


W publikacji nie będę skupiał się na jego historii prowadzenia biznesu. W skrócie dorobił się na prywatyzacji polskich przedsiębiorstw (Telekomuniakcja Polska, Warta, Orlen oraz ostatni wielki deal – Ciech). Wróćmy jednak do tła zabiegu kardiologicznego. Miał to być rutynowy, zaplanowany zabieg. Mniej więcej dwa miesiące przed nim następuje tąpnięcie w rządzie Ewy Kopacz. Na początku czerwca wyciekają akta dot. śledztwa afery taśmowej. Co dotyczy także rodziny Jana Kulczyka. Obyczajowy skandal, gdzie w aktach pojawia się córka Dominika. Ze szczegółami opisano orgie z jej udziałem, do jakich dochodziło w jednym z lokali. Cynk opinii publicznej daje Zbigniew Stonoga, który prowadzi swoją grę. Na marginesie dodam, że Dominika Kulczyk rozwodzi się w 2013 roku, a więc na rok przed wybuchem afery taśmowej. Sam Jan Kulczyk także jest już po rozwodzie, który miał miejsce w 2006 roku. Daty są istotne, gdyż na przełomie 2005 i 2006 roku dochodzi do zmiany władzy w Polsce – SLD traci stery na rzecz PiS. W 2015 roku natomiast po drugiej odsłonie afery taśmowej, poparcie dla PO spada mocno, a po zwycięstwie Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich pewna jest porażka koalicji PO-PSL.


Wróćmy na chwilę do Zbigniewa Stonogi, który rozpętał aferę, dając link do chińskiego serwera ftp, na którym umieszczone były akta ze śledztwa afery taśmowej. Wspólna postać, która przewija się w wątku i śmierci Leppera, i śmierci Kulczyka jest Piotr Tymochowicz (polecam lekturę mojego wcześniejszego wpisu). Tutaj „romansujący”, czyli znający Stonogę oraz środowisko Samoobrony. Dziś Stonoga siedzi, obawiając się o własne życie. Zresztą to samo dotyczy Piotra Tymochowicza z zarzutami posiadania treści pedofilskich.


Pojawia się zatem szereg teorii spiskowych, w każdej z nich w tle służby. Dodatkowo po podziale majątku wśród swoich dzieci, Kulczyk Holding mocno skurczył się za sprawą Brexitu (postaram się napisać wkrótce o ingerencji Rosjan w kampanię przed referendum ws wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej). Po tąpnięciu kursu funta, majątek uszczuplił się z dnia na dzień o 10%. Czy zatem mamy prawo zadania sobie pytania, czy rzeczywiście Jan Kulczyk musiał umrzeć? Czy okrutny jest los, czy okrutne są układy polityczne, gdzie po przesileniach dochodzi do głośnych wydarzeń? Zachęcam do komentowania i lajkowania Polityczno – Sportowej Narkomanii na FB oraz dzielenia się treścią ze znajomymi.

O polityce w niebanalnym, często wulgarnym języku, ale zawsze prawdziwie, bo tylko prawda nas wyzwoli…