Wszystkie wpisy, których autorem jest admin

Zrozumieć konflikt syryjski

Mamy konflikt, który wydaje się nie mieć końca. Syria i Irak, dwa państwa, w których tli się konflikt na tle religijno-politycznym, nie może być dziś traktowany jako tylko i ściśle syrysjski.

Irak oraz Syria powstały na mocy traktatu wersalskiego. Wcześniej, na mocy układu Sykes-Picot w 1916 roku, podzielono strefę wpływów w tamtym regionie pomiędzy Francuzów a Brytyjczyków, przejmując kontrolę z rąk Turków. I tak terytorium Syrii i Libanu trafiło w ręce francuskie, Irak w ręce brytyjskie. Stosunki między oboma krajami były trudne. W 1958 roku Syria zawarła unię z Egiptem, tworząc Zjednoczoną Republikę Arabską. Irak się do porozumienia nie przyłączył, i chyba dobrze. Ten twór upadł ledwie trzy lata później. W 1963 roku dochodzi do politycznego przesilenia. W obu krajach (Syrii i Iraku) do głosu dochodzi partia Baas, szerząca tzw. arabski socjalizm, dążąca do scalenia świata arabskiego. Na to nie mogą sobie pozwolić kraje zachodnie, gdyż po takim zjednoczeniu państwo Izrael szybko przestałoby istnieć. Stąd liczne akcje wywiadowcze CIA, MI6, czy francuskiego DGSE.

W 1973 roku wybucha wojna koalicji egipsko-syryjskiej, nie konsultowana z Irakiem, przeciwko Izraelowi. Trwała prawie cały październik. Armie Syrii i Egiptu przejęły półwysep Synaj i Wzgórza Golan, jednak Izrael po kilku dniach odparł atak i zawarto porozumienie pokojowe, jednak na izraelskich warunkach. Sam traktat pokojowy między Egiptem a Izraelem podpisano dopiero w marcu 1979 roku, a w 1980 roku Izrael otworzył swoją ambasadę w Kairze. Egipt był pierwszym państwem arabskim, które zaakceptowało fakt istnienia państwa żydowskiego w Palestynie. W 1994 roku uczyniła to Jordania, jako drugie państwo arabskie. Później miały miejsce konflikty Iraku z Kuwejtem w 1991 roku, a ponad 10 lat później militarna interwencja USA i sił koalicyjnych w państwie rządzonym przez Saddama Husaina i można rzec, że od tej pory tzw, arabski socjalizm został zastąpiony przez o wiele groźniejszy islamski jihad niosący śmierć w imię Allaha. Kulminacją destabilizacji na tamtym terenie stała się tzw Arabska Wiosna, gdzie wspomagane przez Zachód protesty zakończyły się obaleniem dyktatorów Libii, Egiptu czy Tunezji, od której w grudniu 2010 roku wszystko się zaczęło (słynne samopodpalenie się ulicznego sprzedawcy).

Konflikt w Syrii datowany jest na marzec 2011 roku, kiedy to odbyły się wielotysięczne manifestacje w kilku syryjskich miastach. Baszszar al-Asad, przynależący do alawitów, odłamu szyickiego, odpowiedział na próbę jego obalenia militarnie. Opozycja, początkowo składająca się z bojowników Al-Kaidy, inspirowana przez tę terrorystyczną organizację, dokonywała zamachów na wojska sysryjskie. Z biegiem czasu do konfliktu dołączyli się Kurdowie, chcący w przyszłym procesie pokojowym uszczknąć coś dla siebie. We wrześniu 2013 doszło do bitwy w szeregach opozycji między radykałami i nacjonalistycznymi przeciwnikami Asada w Azaz, zakończonej ostatecznie rozejmem. Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie wypowiedziało wojnę także wszystkim chrześcijanom w Syrii, profanując krzyże i świątynie oraz porywając i zabijając chrześcijan. ISIS wypowiedziało także Przymierze Umara z VII wieku, które regulowało wspólne życie chrześcijan i muzułmanów w Syrii.

Jak konflikt wygląda dziś?  Wolna Armia Syryjska, najliczniejsza formacja wojskowa opozycji, składająca się w wielu przypadkach z dezerterów Armii al-Asada, szkoliła dzieci do odgrywania roli ofiar ataku chemicznego. Atak bronią chemiczną w Ghucie, kiedy siły rządowe w konflikcie syryjskim przeważają, i gdy wydawało się że konflikt wygasa, z punktu logiki jest nie do wytłumaczenia. To byłby strzał w kolano Baszszara al-Asada. Po co? By świat poznał go jako zbrodniarza i później osądził? To wszystko wygląda obecnie na konflikt w sferze Public Relations: by na realnym polu walki, a nie na poligonach, testować nowe uzbrojenie. Zarówno przez Rosję jak i świat zachodni: USA, Wielką Brytanię czy Francję. Co przyniesie przyszłość? Będziemy śledzić, jaką rolę będą chciały odegrać w tym konflikcie Chiny. Zatem musimy uzbroić się w cierpliwość i odporność na fake newsy.

Wiktor Kubiak, czyli jak WSI sponsorowało KLD Tuska

Okrągły Stół i przemiany po 1989 roku to był raj dla przekrętów. Każdy chciał mieć władzę, każdy chciał dostać się do Sejmu, jednak trzeba było mieć pełne kieszenie. A pieniądze w tamtym czasie mieli tylko byli komuniści. Więc jak je zdobyć? Znaleźć sponsora.

Donal Tusk był biedny jak mysz kościelna, ale od młodych lat marzył o karierze polityka. Kongres Liberalno-Demokratyczny to twór gdański, założony w czerwcu 1990 roku. Skupiał Bieleckiego, Tuska, Merkla, czy Lewandowskiego, który stanął na jego czele, następnie oddając go w ręce Donalda rok później. Po wyborach w 1991 roku KLD zdobyło 37 miejsc w Sejmie oraz 6 w Senacie. To spora grupa posłów. Andrzej Halicki (dziś PO) był rzecznikiem klubu. Wcześniej z KLD pochodził nawet ówczesny premier Jan Krzysztof Bielecki. Gdy formował się rząd Olszewskiego, KLD wraz z Unią Demokratyczną przeszedł do opozycji, nie zgadzając się z odrzuceniem doktryny Balcerowicza w sprawie gospodarki.

Ale jak KLD zdobyło sponsora przed wyborami? Tutaj z pomocą przyszedł wspomniany Wiktor Kubiak. Pochodzący z żydowskiej rodziny właściciel firmy Batax, jak się okazało po ujawnieniu raportu z likwidacji WSI, przykrywki tychże służb w robieniu kasy. Zarząd II Sztabu Generalnego LWP używając tej firmy, przeprowadzał operacje finansowe, znane jako „Akredytywa” i „Portfolio”. Środki finansowe pochodziły z Centarli Handlu Zagranicznego. I tak oto Wiktor Kubiak stał się celebrytą. Na 18 piętrze Hotelu Mariott wynajął biuro, które stało się miejscem pielgrzymowania: Tuska, Piskorskiego, Bieleckiego czy Lewandowskiego. A także gangsterów powiązanych z ówczesną stolicą oraz Rosjan czy Białorusinów. A pan Kubiak ogrzewał się w blasku fleszy.

– Skąd się u nas wziął? Przyprowadzili go Donald Tusk i Janusz Lewandowski, miał ich pełne zaufanie. To był naturalny sojusz. On, przedsiębiorca, zwolennik wolnego rynku, my chcieliśmy reprezentować polityczne interesy takich ludzi. Dzisiaj taki sposób finansowania partii wydaje się niezgodny z prawem, wówczas to była norma – opowiada Paweł Piskorski, współzałożyciel KLD.

Najpierw wyłożył pieniądze na musical Metro, później stał się menedżerem kolejno Edyty Górniak, Anity Lipnickiej czy Nataszy Urbańskiej. Poseł Unii Polityki Realnej, nieżyjący już Lech Próchno-Wróblewski, który był członkiem tzw. „komisji Ciemniewskiego” (badającej procedury wprowadzenia w życie uchwały lustracyjnej), tak scharakteryzował KLD i Kubiaka:

1990 r. – na 18. piętrze Marriotta mieści się apartament wynajmowany przez Wiktora Kubiaka, służący mu jako biuro firmy Batax. O Wiktorze Kubiaku będzie wkrótce głośno, jako o sponsorze musicalu „Metro”, lansującym skutecznie Edytę Górniak (brzmi elegancko). Ale póki co apartament Kubiaka to miejsce spotkań liderów Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Czy to oficjalne biuro, czy nieformalnie użyczany przez przyjaciela lokal, mało kto dziś już pamięta. W każdym razie Donald Tusk i Paweł Piskorski czują się tu jak u siebie w domu. Wiktor Kubiak jest w ich otoczeniu kimś szczególnym.Podczas programowej narady twórców KLD w Cetniewie ląduje helikopter z Kubiakiem, który w asyście liderów tej partii pozdrawia głowiących się nad programem liberałów i po odebraniu honorów odlatuje.(…)

Ten bliski współpracownik Grzegorza Żemka, znanego jako „mózg” afery FOZZ, w latach 80. zajmował się nielegalnym transferem z Zachodu urządzeń elektronicznych objętych zakazem eksportu do krajów komunistycznych. W tym czasie zwerbowano do biernej współpracy przy odbiorze oficjalnie prywatnych paczek z żywnością, w których ukrywano np. układy scalone, liczną grupę osób, które następnie znalazły się w elicie polityczno-kulturowej III RP. Część z tych ludzi przyczyniła się do sukcesu KLD.

A jednak kiedy KLD wchodzi do rządu, Kubiak instaluje się w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych jako pełnomocnik ministra do spraw prywatyzacji. – Liberałowie udawali polityków nowoczesnych, oświeconych, wolnorynkowych, a tak naprawdę byliśmy kompletnymi amatorami – wspomina ówczesny polityk Kongresu. – Imponował im ktoś, kto realnie zarabia pieniądze, widział kapitalizm na Zachodzie. U nas Jan Krzysztof Bielecki, zanim został premierem, jeździł zdezelowaną ciężarówką i udawał firmę doradczą. Przy nim Kubiak to był ktoś. Wtedy człowiek, który znał zasady gospodarki kapitalistycznej, był na wagę złota, a Kubiak ze swoją elokwencją i ogładą robił dobre wrażenie.

 Jako bliski współpracownik ministra Janusza Lewandowskiego Kubiak miał dostęp do planów prywatyzacyjnych.

Kupował kamienice, grunty, biurowce po upadających spółkach państwowych. O jego interesach krążyły wtedy legendy – przed upadkiem muru berlińskiego miał kupić fabrykę butów w Niemczech Wschodnich i po upadku sprzedać ją trzy razy drożej. Do swoich zakupów dorzucił kino Atlantic, w planach był Teatr Dramatyczny, a nawet Operetka. W 1991 roku wskoczył do setki najbogatszych Polaków według „Wprost”.

Czy nadal będziemy czekać na Tuska, jak powróci w przyszłym roku na białym koniu z Brukseli i jako przyszły prezydent znów pchnie Polskę w mafijne układy? Nie sądzę…

Schetyna, polityk ze zniewalającym uśmiechem

Jest rok 2006 i Grzegorz Schetyna sprzedaje swoje ulubione dziecko: koszykarski Śląsk Wrocław. Wraz z tą decyzją upada koszykówka we Wrocławiu, co później ciągnie cały wrocławski sport, w tym piłkę ręczną i siatkówkę.

To jedyne, co mu się udało. W polityce jednak trafił na większego rywala: Donalda Tuska, i chcąc nie chcąc, poniósł porażkę. Dziś jedynie można pośmiać się z jego decyzji. I dlatego PO, bezideowa, miałka dziś partia, nie jest poważnie traktowana. Gdyby nie antypisowski podział naszego kraju, PO dziś notowałaby jednocyfrowe poparcie, jak SLD.

Skąd się wziął Grzegorz Schetyna w polityce?

Polityk ukończył Uniwersytet Wrocławski w 1990 roku. Działał w Solidarności Walczącej, gdzie szerzej pisałem tutaj. W wieku 27 lat został jednym z dyrektorów Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu. Bez pleców na pewno w tak młodym wieku takiego stanowiska by nie piastował. To wiemy. Następnie był wiecewojewodą i na początku lat dziewięćdziesiątych, wraz Rafałem Dutkiewiczem (obecnym prezydentem Wrocławia), zakładał Radio Eska.

Zaczynał od KLD, gdzie był sekretarzem generalnym. Później Unia Wolności do przekształcenia w Platformę Obywatelską. Tam jest do dzisiaj, realizując swoje marzenie: stać na jej czele. O tyle łatwiej, że jego książę Iktorn trafił do Brukseli. A Toudi? Toudi na razie czeka na swojego księcia, który na białym koniu ma dotrzeć na wybory prezydenckie i przywrócić dawny blask antypisowskiej partii (to jedyny sens działania tej formacji politycznej). Dopóki żyje Kaczyński, dopóty PO ma tlen do egzystencji.

Petru został już wycięty nie tyle nawet przez Grześka, ile przez swój babski grajdołek. Schetyna niewiele musiał, mając za przeciwnika taką intelektualną miernotę, najlepszego standuppera politycznej sceny w Polsce. Bo nie oszukujmy się, Petru w żadnej sensownej partii nie odegrałby żadnej roli. Nowoczesna jednak to co innego: eksperyment Balcerowicza i jego mocodawców. Sztuczny twór, który dostał się do parlamentu. Zginie jak Ruch Palikota podczas przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.

Jak zatem maluje się przyszłość uśmiechniętego Grzesia? Z pewnością zostanie zmarginalizowany ponownie przez Tuska, gdyż to właśnie za Tuskiem pójdą młode wilki a nie za Schetyną. Jedyne wyjście to założenie własnego ugrupowania, na politycznej bazie we Wrocławiu, i liczenie na łut szczęścia…

 

Kto zabił generała Petelickiego?

Oficer wywiadu cywilnego PRL, pomysłodawca i twórca GROM. Szpieg, żołnierz, biznesmen: tak krótko można opisać tę wielowymiarową postać. Jaki był generał Sławomir Petelicki? Postaram się państwu tę postać nieco przybliżyć.

Zaskoczenie po samobójczej, jak wiemy oficjalnie – śmierci, było ogromne. 16 czerwca 2012 roku (wiemy, że uwaga opinii publicznej skierowana jest na to, co dzieje się na arenach piłkarskich Polski i Ukrainy – Euro 2012 właśnie trwa), godz. 18:05 – żona generała odnajduje zwłoki w podziemnym garażu wielorodzinnego domu na strzeżonym osiedlu w Warszawie. Pierwszą osobą, do której zadzwoniła wdowa, był emerytowany już generał Adam Rapacki, twórca Centralnego Biura Śledczego. Zapytała, co ma zrobić i opisała Rapackiemu dokładnie, co widzi w tamtym momencie.

Media podają informację. Szok wśród byłych żołnierzy GROM – mąż, ojciec, człowiek twardy psychicznie. Niecały rok wcześniej samobójstwo popełnił Andrzej Lepper. https://www.polityczna-narkomania.pl/?p=23

Tak jak w przypadku śmierci lidera Samoobrony, z sekcją zwłok nikt się nie śpieszył. Romuald Szeremietiew, polityk, doktor nauk wojskowych, nie ukrywa, że w pierwszej chwili przyszła myśl: “zabili go”. Znał bardzo dobrze Sławomira Petelickiego. Człowieka twardego, mocnego, doświadczonego w walce ze stresem – tym najwyższym, z pola walki. Kluczem do rozwiązania tej zagadki, nie tylko tej, ale każdego morderstwa czy samobójstwa, jest motyw. Okoliczności, czynniki, które pchają do czynów. W rozmowach z weteranami przewija się zaskoczenie samym sposobem odebrania sobie życia. Generał? To raczej mundur, biurko, pożegnalny list – że nie zgadza się z tym, co dzieje się w wojsku, co zrobiono z jego “dzieckiem” GROMEM, co wreszcie wyprawia koalicja PO-PSL. Ale zejście do garażu i tam dokonanie tego czynu? To nie w stylu Sławomira Petelickiego.

W 1973 roku, po 4 latach slużby w wywiadzie PRL zostaje wysłany do Nowego Jorku. Na miejscu nawiązuje kontakt z grupą, której liderem jest Gromosław Czempiński. Obaj panowie przypadli sobie do gustu – silne charaktery, pewność siebie, ekstrawagancja w zachowaniu. Zawiązała się między nimi nić przyjażni, co skutkowało łamaniem reguł, obowiązujących w wywiadzie. Petelicki spędził tam 5 lat, wrócił do Polski w 1978 roku. Został skierowany do Departamentu XI wywiadu PRL – zajmującego się tzw. dywersją ideologiczną. Chodzi o zagraniczne ośrodki, wrogo nastawione do PRL – rozgłośnie, redakcje, stowarzyszenia. Elementem przełomowym w karierze generała jest powstanie rządu Tadeusza Mazowieckiego.

W 1990 roku, po akceptacji szefa MSW Kozłowskiego, przejmuje generał dowodzenie Grupą Rozpoznania Operacyjno-Manewrowego, stającą się najbardziej rozpoznawalną jednostką specjalsów w tej części Europy (funkcjonującą wtedy jako jednostka 2305). Na bazie tej grupy, tworzona jest wojskowa jednostka GROM.

Tyle z informacji sprzed wielu lat. Wróćmy jednak do czasów nam współczesnych: zwrócono uwagę na metamorfozę, jaką przeszedł Sławomir Petelicki po katastrofie smoleńskiej, stając się zajadłym krytykiem Donalda Tuska. Tamten feralny dzień: sobotnie popołudnie 16.06.2012, generał spędza w domu. Po powrocie małżonki zostaje poproszony o pomoc w przyniesieniu reszty zakupów. Godzina 15:16 – tutaj ostatni raz kamery monitoringu uchwytują w podziemnym garażu jeszcze żywego generała. Po 40 minutach Agnieszka Petelicka zaniepokojona nieobecnością męża, schodzi do garażu, lecz nie widzi ciała, które leży za samochodami. Próbuje więc się dodzwonić na jego numer. Okazuje się, że telefon dzwoni w kuchni – pozostawiony na blacie. Po raz drugi schodzi do garażu o 18:05 i wtedy odkrywa makabryczny widok. Dzwoni bezpośrednio do Adama Rapackiego.

Śledztwo trwa rok, prokuratorzy nie mają wątpliwości – to było samobójstwo. Ryszard Krauze, Aleksander Gudzowaty, Gromosław Czempiński. Nazwiska znane, ale jednocześnie budzące dystans. Służby są wspólnym mianownikiem – wspomniani wyżej płacili Petelickiemu za dostarczanie informacji etatami w radach nadzorczych swoich spółek. Na kilka tygodni przed śmiercią był w Zjednoczonych Emiratach Arabskich na zaproszenie emira, by stworzyć system szkolenia tamtejszej gwardii.

Sławomir Petelicki po 2011 roku, kiedy Platforma Obywatelska wygrała drugi raz, był bardzo rozczarowany. Zbliżył się do PiS i zaczął atakować rząd Tuska. Był brutalny w swoich ocenach polityków PO i PSL. Pojawia się więc pytanie o motyw samobójstwa: czy były to konsekwencje późniejsze katastrofy smoleńskiej? Czy może gra o wpływy wywiadów w Polsce: rosyjskiego i amerykańskiego, z gazem w tle? Wtedy była walka o gaz łupkowy oraz gazoport w Świnoujściu. Petelicki miałby być ofiarą tej wojny, nie wiadomo jednak po której stronie: amerykańskiej czy rosyjskiej.

Te pytania zostają otwarte. Dzisiaj. Bo jutro może ruszyć sumienie pewnych osób, których prawda w końcu wyzwoli!

 

 

Zdaliśmy egzamin

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę dotyczącą Instytutu Pamięci Narodowej i walki o prawdę historyczną i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego.

Z punktu widzenia polskiej racji stanu to decyzja najlepsza z możliwych. Dlaczego? Pokaże prawdziwe intencje krytykujących ten akt prawny i dowiemy się, kto i co chciał na tej sprawie ugrać. A są to przede wszystkim Izrael, następnie totalna opozycja a na końcu Ukraina. Musimy rzetelnie ocenić każdy sygnał z zagranicy, każdy artykuł prasowy i wypowiedzi polityków, w tym także na naszym podwórku: media Lisa, Waltera czy Michnika.

W tym miejscu opisałem konsekwencje ataku na Polskę i korzyści, jakie mogą atakujący nasz kraj uzyskać. Kwestia, co w najbliższym czasie się stanie. Polityka historyczna Polski była zaniedbana od początku transformacji, czyli od 1989 roku. Byliśmy krajem, który tylko uznawał swoje winy, nie dopominając się prawdy i zadośćuczynienia. To my, obywatele polscy, w okresie 1939-1945 doznaliśmy najwięcej krzywd. To my próbowaliśmy poinformować opinię światową o okrucieństwie Niemców z SS, Wermachtu czy Gestapo (raporty Karskiego czy Pileckiego). Zdaliśmy egzamin jako naród i zawsze go zdawaliśmy. Od pierwszego rozbioru Polski, poprzez powstania po walkę z komunizmem. Mamy ciężką historię ale piękną historię, bez okresów, za które musimy się wstydzić. I być może to właśnie za to jesteśmy dziś atakowani, bo fakty przemawiają za nami niezbicie. Jak będzie dalej, dowiemy się w najbliższej przyszłości. Kochajmy nasz kraj i zróbmy to dla przyszłych pokoleń! Zapraszam do udziału w dyskusji tutaj.

Dwie Polski, dwie narracje

Czy obecna wojna dyplomatyczna z Izraelem będzie fatalna i dla Izraela i dla Polski i jak to wszystko później naprawić?

Tutaj emocjonalnie opisałem, jak Izrael śmie nas atakować dzisiaj:

Dumna Polska, a dzisiejszy Izrael


Jednak większym problemem dla nas jest granie opozycji na rzecz wewnętrznych korzyści. Dziś Izrael pokazuje, że atak na Polskę to cel nadrzędny w obecnej u nich kampanii wyborczej. Czy obecnie tam rządzący, czy opozycja, każdy zgodnie atakuje nasz kraj i chce ugrać dla siebie kosztem Polski. Ale czy tego samego nie robi dziś TOTALNA, wkurwiająca nas coraz bardziej, opozycja? Jak śmie były komuch z władz PZPR, dziś świętszy niż papież, Marcin Święcicki , który bez mrugnięcia okiem w dyskusji z Markiem Jakubiakiem pieprzył, że Polacy też mordowali Żydów, ale nie zakładali obozów śmierci. Co za kutas, który dla korzyści politycznych atakuje nas, Polaków. Czy oni nie mają świadomości, że podchwytują to media międzynarodowe i to jego będą cytować, a nie premiera Mateusza Morawieckiego?

Swoją drogą to sam premier Morawiecki osobiście zaangażował się w kampanię informacyjną o niemieckich obozach śmierci. To chyba obrał sobie za punkt honoru, i dobrze. Dziś procentuje wychowanie przez ojca Kornela w duchu patriotycznym i przeszłość, która choć trudna, wyryła w sercu ogromnego orła i barwy biało-czerwone. Dziękujemy!

USA na pewno zażenowane są walką dwóch strategicznych partnerów i chcą ten spór zażegnać. Oczywiście dziś stoją i będą stać po stronie Izraela, ale to na razie grożenie palcem bez konsekwencji. Polityka to też interesy i Polska, jako płatnik netto za modernizację armii, jest zbyt cenna by z nią prowadzić wojenkę. Zwłaszcza, że po kampanii wyborczej sam Netanjahu przeprosi nas za wszystko, o ile wciąż będzie tworzył rząd po wyborach.

A totalsi z Nowośmiesznej i Platformy Obciachu? Ich czas już się skończył w 2015 roku i w 2019 roku na pewno nie wejdą już do Sejmu. Chyba, że znów zmienią szyld i znajdą jakiegoś króliczka w kapeluszu, pełnym śmieci 🙂

Dumna Polska, a dzisiejszy Izrael

Ponieważ nadal trwa dyskusja o Naszej ustawie ws dobrego imienia Polski, napiszę tak:

Z niezrozumiałych logicznie względów, naród żydowski jest przez wiele społeczeństw traktowany jako “specjalnej troski”. Racjonalnie- z jakich powodów,podejście do Izraelitów ma być lepsze, niż do Anglików, Hindusów czy Polaków? Cóż tak wspaniałego wnoszą do kultury świata? Jakież to postawy ich obywateli zasługują na wyróżnienie? Bo w czasie II WŚ, za sprawą szaleńczego planu hitlerowców, wymordowano ich miliony – prawda. Polacy w niezliczonych przypadkach ratowali Żydów – prawda. Zdarzali się tacy, którzy na ich nieszczęściu się wzbogacili – też prawda. Ale zadam pytanie – Ile razy w historii Polski to Żydzi ratowali Polaków? Ilu zginęło, często całymi rodzinami,pomagając Nam? Co więcej – Polacy jako pierwsi stawili opór hitlerowcom, walczyli i dzielniej i skuteczniej, niż kilka miesięcy później państwa zachodnie. Polacy obronili Anglię. Natomiast kilka lat później, mocarstwa zachodnie oddały Nas ZSRR, ale stworzyły państwo Izrael. A za jakież zasługi dla Świata? I dzisiaj Izrael robi “focha”, bo Polacy ustanawiają poprawne dla siebie prawo?

Panoszycie się wszędzie, albo wspominając swoją tragiczną przeszłość, albo nieszczęśliwe położenie na ziemiach, w końcu ukradzionych arabom, których teraz musicie bronić. A Nam, Polakom, kiedy pomagaliście? Nigdy. Prędzej powinniśmy otoczyć opieką takich Litwinów, z którymi mieliśmy wspólną historię,czy podać rękę Ukraińcom, które to narody walczyły przez wieki dla Polski, niż przejmować się płaczem lub groźbami Izraela. A jak nie, to co? Postraszycie Nas problemami ze stosunkami z USA? Przez wieki dbacie wyłącznie o własny interes i nie dziwcie się, że przez te wieki były – choć to przykre – Wasze pogromy. Nie straszcie Polski, bo mimo, że Nam nie pomagaliście w chwilach dla Nas i Naszej niepodległości ciężkich, Polska była dla milionów z Was Ojczyzną. A mordowali Was hitlerowcy. Jedyne,co wypada, to Nam dziękować i mycki z głów. Szacunku więcej a nie buty i gróźb. Gdybym to ja był ministerem spraw zagranicznych, jedyne, co byście usłyszeli, to takie oto słowa- Polska Was setki lat przygarniała, Polska Was broniła, Polska nie da się oskarżać o wyrządzanie Wam krzywdy, bo kto inny jest jej winien. Polsce Wy jesteście natomiast winni szacunku i Jej obywatelom. I Polska, w dobrej wierze, uchwala prawa dla Niej właściwe. A od siebie prywatnie – płacze państwo, jak facet, bez jaj i użala się nad sobą dla wzbudzenia powszechnej litości. Polacy to honor! Niczego przez wieki zamieszkiwania u Nas się nie nauczyliście? To niczego nie jesteście warci…

Wredna pani ambasador Izraela

Izrael rozpętał dyplomatyczną wojnę, a wszystko to przez ustawę 447 prosto z Senatu USA!

Anna Azari, bo o niej mowa, była już na placówkach dyplomatycznych w San Francisco, Moskwie, Kijowie i Kiszyniowie. Jest więc pożyteczna z punktu widzenia tych, którym silna Polska jest nie na rękę. A do tego ten wredny wyraz twarzy, który potęguje w nas, dumnych Polakach, złość i niedowierzanie. Niedowierzanie bowiem wynika z tego, co stało się na uroczystości wyzwolenia Auschwitz. Te słowa nie miały prawa paść, a jednak padły. Wstyd pani Anno na cały świat. Ale i tak media prozachodnie będą pisać o faszystowskiej Polsce, o totalitarnym rządzie, itp.

W Izraelu trwa kampania wyborcza i ten przypuszczony atak to stawka, o jaką grają żydowscy politycy: ustawa 447, która pozwala stronie amerykańskiej ubiegać się o odszkodowania powojenne Żydom, w ich imieniu. Jeśli Donald Trump da przyzwolenie na to, będzie kolejnym fałszywym politykiem ze szczytu, który poklepuje Polskę po plecach (jak Bush jr, Obama) a robi swoje, czyli tę Polskę wgniata w ziemię!

Miami jest tylko jeden

O Jarosławie Pieczonce dowiedziałem się przypadkowo z mediów. Niewielu wiedziało, przed jego ujawnieniem się, o jego istnieniu w przestrzeni publicznej. Człowiek z charakterystycznymi, twardymi rysami twarzy, z lekkim jej paraliżem w okolicach szczęki. Kim jest więc Jaroslaw Pieczonka, który mówi, że to on jest tym Majami, o którym pisano i opowiadano ostatnio w środkach masowego przekazu?

Urodził się w połowie lat 60-tych i po wstąpieniu do wojska (zasadnicza służba wojskowa) chciał pozostać specjalsem (żołnierzem sił specjalnych). Miał twardy charakter, nie poddał się fali panującej w wojsku u schyłku PRL. Na własne oczy widział degrengoladę w LWP ale został dostrzeżony przez jednego oficera, który widział w nim potencjał. I tak zaczęła się przygoda z Wojskową Służbą Wewnętrzną Ludowego Wojska Polskiego.

Początki to nauka zapamiętywania i zwracania uwagi na szczegóły, techniki konspiracji itp. By być pewnym lojalności, skutecznie przeszedł weryfikację podczas zaaranżowanej próby porwania samolotu należącego do polskiej floty, by wykryć szpiegów CIA na terenie PRL. A przypomnijmy, że Polska była po przeciwnej stronie barykady w Układzie Warszawskim. I być może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie upadek PRL, a wraz z nim struktur wojskowych w poprzednim kształcie. Wielu tajniaków obudziło się w nowej rzeczywistości kapitalistycznej III RP, gdzie pseudobiznesmeni chodzący w białych skarpetkach do garnituru, zaczęli dorabiać się fortun (wspomnę o tych najgrubszych: Solorz, Kulczyk, Krauze). I ta nowa rzeczywistość dotknęła także Jarosława Pieczonkę. Nie mając z dnia na dzień pomysłu na siebie, a szczególnie pomysłu na godne pobory podczas galopującej inflacji, otrzymał rozkaz wstąpienia do policji i pozostania uśpionym szpiegiem, rozpracowującym patologie wewnątrz tej formacji. I tak Majami przeniknął do struktur policyjnych, a w konsekwencji do oka cyklonu, jakim była rodząca się wówczas w Polsce przestępczość zorganizowana. Dziś media, powiedzmy poprawnie politycznie, typu Wyborcza czy Newsweek, próbują wykreować Jarosława Pieczonkę na gangstera, nie znając praw i obowiązków, panujących w strukturach służb specjalnych, a zwłaszcza tych wojskowych, gdzie hierarchia jest szczególnie eksponowana.

Można zarzucić, że stawał po stronie gangsterów, np. po śmierci Nikosia w Gdańsku. Ale czy tego nie wymagali jego przełożeni z WSW, a później Służby Kontrwywiadu Wojskowego? Są rzeczy i fakty, które Jaroslaw Pieczonka zachowa tylko dla siebie. Zbieranie informacji to podstawa działalności wywiadu i kontrwywiadu. Zapewnienie opieki najważniejszym osobom w państwie, najważniejszym strategicznym spółkom Skarbu Państwa, największym biznesom, które nie powinny zostać sprzedane w nieodpowiednie ręce. Nad tym prawidłowo funkcjonujące państwo powinno panować. Służby bloku wschodniego, należące do Układu Warszawskiego, wspominając nie tylko o Stasi czy KGB, ale także rumuńskiej Securitate czy węgierskiego AVH należały do skuteczniejszych niż te z zachodniej Europy. Kiedy na nią wylewał się współczesny terroryzm w latach 60-tych (Carlos Szakal, niemiecki RAF -Frakcja Czerwonej Armii /zwana też grupą Baader-Meinhof/, OWP, lewackie oddziały we Włoszech, Francji, Belgii czy Hiszpanii), to kraje satelickie ZSRR skutecznie udzielały wsparcia w walce ze zgniłym wg nich kapitalizmem. Polska należała do czołówki, więc nasi oficerowie wywiadu mają ogromne doświadczenie i tradycję.

Kiedy zaczęła się jego „kariera medialna”, o którą jest ostatnio posądzany? Od wywiadu udzielonego Gazecie Wyborczej w marcu 2016 roku. Co stało się tego przyczyną? Arogancja poprzedniej władzy, arogancja służb pod kontrolą owczesnej koalicji PO-PSL. Wykryte nieprawidłowości na szczycie CBA, CBŚ i ABW próbowano zamieść pod dywan, a z samego Pieczonki uczynić kozła ofiarnego. Ośmieszyć, skompromitować, oczernić. Podobne mechanizmy stosowano wobec Wojciecha Sumlińskiego, który miał próbę samobójczą po nękaniu przez służby. W przypadku Majami trafiła kosa na kamień. Na szczęście.

Kornel Morawiecki, pieczęć Solidarności Walczącej

Ten wpis jest swego rodzajem oddaniem szacunku dla wielkiej postaci wrocławskiego podziemia z lat 80-tych XX wieku.

Była jedną z niepodległościowych organizacji niezależnych, wywodzących się z NSZZ „Solidarność”, powstałych w konsekwencji delegalizacji „Solidarności” przez komunistyczne władze PRL oraz wprowadzenia stanu wojennego.

Głównym celem SW było całkowite odsunięcie od władzy komunistów i przywrócenie Polsce niepodległości. Działalność podziemna Solidarności Walczącej to przede wszystkim szerokie propagowanie idei wolności, walczanie propagandy  komunistycznej oraz przywrócenie w obiegu społecznym prawdziwych informacji historycznych. Realizowano to poprzez budowę silnej, wolnej od cenzury struktury wydawniczej. Solidarność Walcząca organizowała masowe demonstracje uliczne.

I nie byłoby tego wszystkiego bez bohatera tamtych czasów, Kornela Morawieckiego. Urodzony w wymownym dla nas Polaków dniu 3 maja 1941 roku w Warszawie, ogarniętej wówczas hitlerowską okupacją. Do Wrocławia przeniósł się z racji studiów na Uniwersytecie Wrocławskim i tam już został. Był pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Wrocławskim, początkowo w Instytucie Fizyki Teoretycznej, następnie w Instytucie Matematyki. Od 1973 do połowy 2009 pracował w Instytucie Matematyki i Informatyki Politechniki Wrocławskiej.

W 1968 uczestniczył w strajkach studenckich. Po ich stłumieniu, wspólnie z Jerzym Petryniakiem, Zdzisławem Ojrzyńskim, Piotrem Plenkiewiczem oraz Ryszardem Trąbskim, wydrukował i kolportował ulotki potępiające ówczesne władze komunistyczne za represje wobec protestujących. W podobnym zespole wydawał ulotki przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w sierpniu 1968, a następnie przeciwko stłumieniu przez władze protestów robotniczych w grudniu 1970. W 1979 związał się od drugiego numeru z wydawanym we Wrocławiu drugoobiegowym periodykiem „Biuletyn Dolnośląski”. W tym samym roku wraz z grupą znajomych witał papieża Jana Pawła II w Warszawie, Częstochowie i Krakowie podczas pierwszej pielgrzymki do Polski biało-czerwonym transparentem z napisem „Wiara i Niepodległość”.

W sierpniu 1980 wraz z „Biuletynem Dolnośląskim” włączył się w organizowanie strajków we Wrocławiu. We wrześniu tegoż roku brał udział w organizowaniu regionalnych struktur „Solidarności”. Wraz z Mikołajem Iwanowem i zespołem „Biuletynu Dolnośląskiego” drukował po rosyjsku odezwy do żołnierzy radzieckich stacjonujących w Polsce. Za tę działalność został zatrzymany, zwolniono go po poręczeniu udzielonym przez rektora PWr i groźbie strajku powszechnego w regionie. Był delegatem na I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku i jednym z inicjatorów przyjęcia przez zjazd Posłania do ludzi pracy Europy Wschodniej.

Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 uniknął internowania, gdyż przewoził wieczorem sprzęt poligraficzny i nie był obecny podczas wejścia wojska do jego mieszkania. Z zespołem „Biuletynu Dolnośląskiego” zaangażował się w działalność podziemną. Korzystając z zakonspirowanej struktury, rozpoczął działalność poligraficzną. Pierwszy numer drugoobiegowego pisma „Z dnia na dzień” był drukowany w nocy z 13 na 14 grudnia i został kolportowany od rana 14 grudnia we Wrocławiu. Zajął się także wydawaniem prasy i wydawnictw Regionalnego Komitetu Strajkowego „Solidarność” we Wrocławiu, był upoważniony przez przewodniczącego regionu Władysława Frasyniuka do wydawania i podpisywania oświadczeń w imieniu RKS.

Na przełomie maja i czerwca 1982 założył organizację Solidarność Walcząca (początkowo posługującą się nazwą Porozumienie Solidarność Walcząca). W manifeście programowym Kim jesteśmy? O co walczymy? wskazano, że podstawowymi założeniami SW jest „walka o odzyskanie niepodległości i budowa Rzeczpospolitej Solidarnej”. Odrzucano ugodę z urzędującą władzą i reformowanie systemu, deklarowano walkę podjazdową „na wszystkich poziomach i różnymi metodami”.

9 listopada 1987 Kornel Morawiecki został zatrzymany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa we Wrocławiu. Przetransportowano go do Warszawy i osadzono w areszcie na Rakowieckiej. Z inicjatywy Konfederacji Polski Niepodległej w USA powstał Komitet na rzecz Uwolnienia Kornela Morawieckiego. Jan Olszewski (który miał być jego obrońcą w planowanym procesie) namówił go do wyjazdu wraz z Andrzejem Kołodziejem do Włoch. Kornel Morawiecki opuścił kraj 30 kwietnia 1988. Po trzech dniach, podczas próby powrotu, został deportowany z lotniska w Warszawie do Wiednia. Udało mu się powrócić konspiracyjnie do Polski pod koniec sierpnia 1988.

Dzisiaj, kiedy premierem kraju został jego syn mamy gwarancje, że Mateusz wychowany w duchu patriotyzmu bezpiecznie będzie prowadził okręt zwany Polską po właściwym kursie. Gdyż to on teraz jest kapitanem statku, ale trzeba pamiętać, że admirałem floty wciąż pozostaje pan Jarosław Kaczyński.