Miami jest tylko jeden

O Jarosławie Pieczonce dowiedziałem się przypadkowo z mediów. Niewielu wiedziało, przed jego ujawnieniem się, o jego istnieniu w przestrzeni publicznej. Człowiek z charakterystycznymi, twardymi rysami twarzy, z lekkim jej paraliżem w okolicach szczęki. Kim jest więc Jaroslaw Pieczonka, który mówi, że to on jest tym Majami, o którym pisano i opowiadano ostatnio w środkach masowego przekazu?

Urodził się w połowie lat 60-tych i po wstąpieniu do wojska (zasadnicza służba wojskowa) chciał pozostać specjalsem (żołnierzem sił specjalnych). Miał twardy charakter, nie poddał się fali panującej w wojsku u schyłku PRL. Na własne oczy widział degrengoladę w LWP ale został dostrzeżony przez jednego oficera, który widział w nim potencjał. I tak zaczęła się przygoda z Wojskową Służbą Wewnętrzną Ludowego Wojska Polskiego.

Początki to nauka zapamiętywania i zwracania uwagi na szczegóły, techniki konspiracji itp. By być pewnym lojalności, skutecznie przeszedł weryfikację podczas zaaranżowanej próby porwania samolotu należącego do polskiej floty, by wykryć szpiegów CIA na terenie PRL. A przypomnijmy, że Polska była po przeciwnej stronie barykady w Układzie Warszawskim. I być może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie upadek PRL, a wraz z nim struktur wojskowych w poprzednim kształcie. Wielu tajniaków obudziło się w nowej rzeczywistości kapitalistycznej III RP, gdzie pseudobiznesmeni chodzący w białych skarpetkach do garnituru, zaczęli dorabiać się fortun (wspomnę o tych najgrubszych: Solorz, Kulczyk, Krauze). I ta nowa rzeczywistość dotknęła także Jarosława Pieczonkę. Nie mając z dnia na dzień pomysłu na siebie, a szczególnie pomysłu na godne pobory podczas galopującej inflacji, otrzymał rozkaz wstąpienia do policji i pozostania uśpionym szpiegiem, rozpracowującym patologie wewnątrz tej formacji. I tak Majami przeniknął do struktur policyjnych, a w konsekwencji do oka cyklonu, jakim była rodząca się wówczas w Polsce przestępczość zorganizowana. Dziś media, powiedzmy poprawnie politycznie, typu Wyborcza czy Newsweek, próbują wykreować Jarosława Pieczonkę na gangstera, nie znając praw i obowiązków, panujących w strukturach służb specjalnych, a zwłaszcza tych wojskowych, gdzie hierarchia jest szczególnie eksponowana.

Można zarzucić, że stawał po stronie gangsterów, np. po śmierci Nikosia w Gdańsku. Ale czy tego nie wymagali jego przełożeni z WSW, a później Służby Kontrwywiadu Wojskowego? Są rzeczy i fakty, które Jaroslaw Pieczonka zachowa tylko dla siebie. Zbieranie informacji to podstawa działalności wywiadu i kontrwywiadu. Zapewnienie opieki najważniejszym osobom w państwie, najważniejszym strategicznym spółkom Skarbu Państwa, największym biznesom, które nie powinny zostać sprzedane w nieodpowiednie ręce. Nad tym prawidłowo funkcjonujące państwo powinno panować. Służby bloku wschodniego, należące do Układu Warszawskiego, wspominając nie tylko o Stasi czy KGB, ale także rumuńskiej Securitate czy węgierskiego AVH należały do skuteczniejszych niż te z zachodniej Europy. Kiedy na nią wylewał się współczesny terroryzm w latach 60-tych (Carlos Szakal, niemiecki RAF -Frakcja Czerwonej Armii /zwana też grupą Baader-Meinhof/, OWP, lewackie oddziały we Włoszech, Francji, Belgii czy Hiszpanii), to kraje satelickie ZSRR skutecznie udzielały wsparcia w walce ze zgniłym wg nich kapitalizmem. Polska należała do czołówki, więc nasi oficerowie wywiadu mają ogromne doświadczenie i tradycję.

Kiedy zaczęła się jego „kariera medialna”, o którą jest ostatnio posądzany? Od wywiadu udzielonego Gazecie Wyborczej w marcu 2016 roku. Co stało się tego przyczyną? Arogancja poprzedniej władzy, arogancja służb pod kontrolą owczesnej koalicji PO-PSL. Wykryte nieprawidłowości na szczycie CBA, CBŚ i ABW próbowano zamieść pod dywan, a z samego Pieczonki uczynić kozła ofiarnego. Ośmieszyć, skompromitować, oczernić. Podobne mechanizmy stosowano wobec Wojciecha Sumlińskiego, który miał próbę samobójczą po nękaniu przez służby. W przypadku Majami trafiła kosa na kamień. Na szczęście.

Kornel Morawiecki, pieczęć Solidarności Walczącej

Ten wpis jest swego rodzajem oddaniem szacunku dla wielkiej postaci wrocławskiego podziemia z lat 80-tych XX wieku.

Była jedną z niepodległościowych organizacji niezależnych, wywodzących się z NSZZ „Solidarność”, powstałych w konsekwencji delegalizacji „Solidarności” przez komunistyczne władze PRL oraz wprowadzenia stanu wojennego.

Głównym celem SW było całkowite odsunięcie od władzy komunistów i przywrócenie Polsce niepodległości. Działalność podziemna Solidarności Walczącej to przede wszystkim szerokie propagowanie idei wolności, walczanie propagandy  komunistycznej oraz przywrócenie w obiegu społecznym prawdziwych informacji historycznych. Realizowano to poprzez budowę silnej, wolnej od cenzury struktury wydawniczej. Solidarność Walcząca organizowała masowe demonstracje uliczne.

I nie byłoby tego wszystkiego bez bohatera tamtych czasów, Kornela Morawieckiego. Urodzony w wymownym dla nas Polaków dniu 3 maja 1941 roku w Warszawie, ogarniętej wówczas hitlerowską okupacją. Do Wrocławia przeniósł się z racji studiów na Uniwersytecie Wrocławskim i tam już został. Był pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Wrocławskim, początkowo w Instytucie Fizyki Teoretycznej, następnie w Instytucie Matematyki. Od 1973 do połowy 2009 pracował w Instytucie Matematyki i Informatyki Politechniki Wrocławskiej.

W 1968 uczestniczył w strajkach studenckich. Po ich stłumieniu, wspólnie z Jerzym Petryniakiem, Zdzisławem Ojrzyńskim, Piotrem Plenkiewiczem oraz Ryszardem Trąbskim, wydrukował i kolportował ulotki potępiające ówczesne władze komunistyczne za represje wobec protestujących. W podobnym zespole wydawał ulotki przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w sierpniu 1968, a następnie przeciwko stłumieniu przez władze protestów robotniczych w grudniu 1970. W 1979 związał się od drugiego numeru z wydawanym we Wrocławiu drugoobiegowym periodykiem „Biuletyn Dolnośląski”. W tym samym roku wraz z grupą znajomych witał papieża Jana Pawła II w Warszawie, Częstochowie i Krakowie podczas pierwszej pielgrzymki do Polski biało-czerwonym transparentem z napisem „Wiara i Niepodległość”.

W sierpniu 1980 wraz z „Biuletynem Dolnośląskim” włączył się w organizowanie strajków we Wrocławiu. We wrześniu tegoż roku brał udział w organizowaniu regionalnych struktur „Solidarności”. Wraz z Mikołajem Iwanowem i zespołem „Biuletynu Dolnośląskiego” drukował po rosyjsku odezwy do żołnierzy radzieckich stacjonujących w Polsce. Za tę działalność został zatrzymany, zwolniono go po poręczeniu udzielonym przez rektora PWr i groźbie strajku powszechnego w regionie. Był delegatem na I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku i jednym z inicjatorów przyjęcia przez zjazd Posłania do ludzi pracy Europy Wschodniej.

Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 uniknął internowania, gdyż przewoził wieczorem sprzęt poligraficzny i nie był obecny podczas wejścia wojska do jego mieszkania. Z zespołem „Biuletynu Dolnośląskiego” zaangażował się w działalność podziemną. Korzystając z zakonspirowanej struktury, rozpoczął działalność poligraficzną. Pierwszy numer drugoobiegowego pisma „Z dnia na dzień” był drukowany w nocy z 13 na 14 grudnia i został kolportowany od rana 14 grudnia we Wrocławiu. Zajął się także wydawaniem prasy i wydawnictw Regionalnego Komitetu Strajkowego „Solidarność” we Wrocławiu, był upoważniony przez przewodniczącego regionu Władysława Frasyniuka do wydawania i podpisywania oświadczeń w imieniu RKS.

Na przełomie maja i czerwca 1982 założył organizację Solidarność Walcząca (początkowo posługującą się nazwą Porozumienie Solidarność Walcząca). W manifeście programowym Kim jesteśmy? O co walczymy? wskazano, że podstawowymi założeniami SW jest „walka o odzyskanie niepodległości i budowa Rzeczpospolitej Solidarnej”. Odrzucano ugodę z urzędującą władzą i reformowanie systemu, deklarowano walkę podjazdową „na wszystkich poziomach i różnymi metodami”.

9 listopada 1987 Kornel Morawiecki został zatrzymany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa we Wrocławiu. Przetransportowano go do Warszawy i osadzono w areszcie na Rakowieckiej. Z inicjatywy Konfederacji Polski Niepodległej w USA powstał Komitet na rzecz Uwolnienia Kornela Morawieckiego. Jan Olszewski (który miał być jego obrońcą w planowanym procesie) namówił go do wyjazdu wraz z Andrzejem Kołodziejem do Włoch. Kornel Morawiecki opuścił kraj 30 kwietnia 1988. Po trzech dniach, podczas próby powrotu, został deportowany z lotniska w Warszawie do Wiednia. Udało mu się powrócić konspiracyjnie do Polski pod koniec sierpnia 1988.

Dzisiaj, kiedy premierem kraju został jego syn mamy gwarancje, że Mateusz wychowany w duchu patriotyzmu bezpiecznie będzie prowadził okręt zwany Polską po właściwym kursie. Gdyż to on teraz jest kapitanem statku, ale trzeba pamiętać, że admirałem floty wciąż pozostaje pan Jarosław Kaczyński.

Jan Paweł II, patron Polski i pokoju

2 czerwca 1979 roku: “Niech zstąpi Duch Twój, niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze Ziemi, tej Ziemi”

Te słowa zna każdy katolik z Polski. Choć dziś w mediach rzadko wspomina się o wkładzie Jana Pawła II w upadek komunizmu w Europie. Przebija się tylko Lech Wałęsa ze swoim rozdmuchanym ego. Ale to właśnie dziś święty z Wadowic powinien być przypomniany nie tylko Polakom, ale i Europejczykom. Nikt inny nie odbył tylu spotkań z przywódcami świata. To papież w czasie swojej pierwszej pielgrzymki do Polski tchnął ducha walki o wolność Polaków, jakże doświadczonych przez lata w przelewaniu krwi o tożsamość. I tak zrodziła się w następnym roku Solidarność, na której czele stanął Lech Wałęsa. Jedyny człowiek tamtych lat obdarzony charyzmą, zdolny dźwignąć ciężar walki o ponowną niepodległość Polski.

Trudno będzie także zrozumieć sceptykom fakt Tajemnic Fatimskich, powiązanych z upadkiem komunizmu. 13 maja 1981 roku podczas audiencji na Placu św Piotra w Rzymie o godzinie 17:19 został postrzelony przez Turka Mehmeta Ali Ağcę. Dokładnie 64 lata (także 13 maja) po pierwszym objawieniu Matki Bożej w Fatimie. Ranny papież osunął się w ramiona stojącego za nim sekretarza Stanisława Dziwisza. Ochrona przewiozła Jana Pawła II do polikliniki Gemelli, gdzie poddano papieża sześciogodzinnej  operacji. Do pełni zdrowia jednak nigdy nie wrócił. Papież wierzył, że swoje ocalenie zawdzięczał nie tylko szczęściu. Wyraził to słowami: Jedna ręka strzelała, druga kierowała kulę.

Rok po zamachu papież udał się do Fatimy w swą jedenastą podróż apostolską, chcąc złożyć Matce Boskiej hołd i podziękowanie za to, że ta według niego ocaliła mu życie. Wyjęty podczas operacji pocisk z pistoletu Mehmeta Ali Ağcy został przekazany jako wotum, a następnie umieszczono go wewnątrz korony figury Matki Bożej Fatimskiej. 13 maja 1982, podczas nabożeństwa, niezrównoważony mężczyzna Juan María Fernández y Krohn lekko ugodził papieża nożem. Ochrona szybko obezwładniła napastnika, a papież dokończył nabożeństwo pomimo krwawienia. Wydarzenie to nie było szerzej znane aż do roku 2008, kiedy do kin trafił film Świadectwo.

Upadł komunizm w Polsce, rozpadł się Związek Radziecki. Wydawałoby się, nie do pomyślenia jeszcze w Stanie Wojennym i tuż po nim, gdzie swoją ofiarę poniósł ksiądz Jerzy Popiełuszko, kapelan Solidarności. Jednak determinacja samego papieża, Lecha Wałęsy oraz Ronalda Raegana złożyły się razem na końcowy sukces. Dziś, kiedy słyszy się bufona Wałęsę, który zaprzecza epizodowi z lat 70-tych współpracy z SB wobec niezbitych dowodów oraz powtarzaniu na każdym kroku JA i tylko JA obaliłem komunę, ma się ochotę zlitować nad potwornie brzydko starzejącym się byłym prezydencie kraju. Kraju, który gen wolności ma głęboko zakorzeniony, którego Juliusz Słowacki określił Winkelriedem narodów.

Co z tym Kimem

Czy Korea Północna jest dziś realnym zagrożeniem?

Od kilku lat trwa ofensywa nuklearna w reżimie Kima (tak chętnie porównywanym z obecną Polską przez nieźle pojebanych, zawiedzionych wyborców SLD, PO, PSL czy Nowośmiesznej). Wielu zadaje sobie pytanie, czy był moment, by kwestię ograniczenia militarnej siły Korei Płn ukrócić. Otóż był taki moment. Była to ofensywa USA w Zatoce Perskiej w 1991 roku i słynna operacja Pustynna Burza. Wtedy to Chiny były pogrążone w kryzysie i na pewno nie odpowiedziałyby militarnie na atak i obalenie reżimu Kimów siłą (było to 27 lat temu). Tak samo ówczesna Wspólnota Niepodległych Państw, z Rosją Jelcyna na czele.

Dzisiaj Zachód może jedynie obserwować i płakać nad rozlanym mlekiem. Ale czy rzeczywiście Kim chce użyć broni? Nie jest aż tak szalony by wywołać konflikt globalny. Sam kształcił się  w Szwajcarii pod fałszywą tożsamością. Kim Dzong Il oraz wcześniej Kim Ir Sen potrafili wykształcić swoje dzieci, bo tylko to gwarantowało utrzymanie reżimu. Dziś broń nuklearna jest jedyną gwarancją i argumentem w negocjacjach o ewentualne zniesienie sankcji. W orędziu noworocznym dyktatora słychać było gotowość do podjęcia rozmów. Także poczekajmy na rozwój wydarzeń. Wszystkie znaki pokazują, że Igrzyska Olimpijskie w Korei Płd za kilka tygodni mogą być wykorzystane do rozmów pokojowych i etapem do pojednania obu Korei. To się wydarzy, bo lepiej pokojowo rozwiązać konflikt i dać szansę modernizacji kraju, niż być w ciągłej izolacji bez gwarancji, że wojskowi nie zbuntują się przeciw wciąż młodemu Kim Dzong Unowi. Bo rzeczywiście to rządzi tam armia, która w każdym momencie może wypowiedzieć posłuszeństwo bossowi.

Zachęcam do komentowania i udostępniania treści na swoich tablicach na FB.