Jan Paweł II, patron Polski i pokoju

2 czerwca 1979 roku: “Niech zstąpi Duch Twój, niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze Ziemi, tej Ziemi”

Te słowa zna każdy katolik z Polski. Choć dziś w mediach rzadko wspomina się o wkładzie Jana Pawła II w upadek komunizmu w Europie. Przebija się tylko Lech Wałęsa ze swoim rozdmuchanym ego. Ale to właśnie dziś święty z Wadowic powinien być przypomniany nie tylko Polakom, ale i Europejczykom. Nikt inny nie odbył tylu spotkań z przywódcami świata. To papież w czasie swojej pierwszej pielgrzymki do Polski tchnął ducha walki o wolność Polaków, jakże doświadczonych przez lata w przelewaniu krwi o tożsamość. I tak zrodziła się w następnym roku Solidarność, na której czele stanął Lech Wałęsa. Jedyny człowiek tamtych lat obdarzony charyzmą, zdolny dźwignąć ciężar walki o ponowną niepodległość Polski.

Trudno będzie także zrozumieć sceptykom fakt Tajemnic Fatimskich, powiązanych z upadkiem komunizmu. 13 maja 1981 roku podczas audiencji na Placu św Piotra w Rzymie o godzinie 17:19 został postrzelony przez Turka Mehmeta Ali Ağcę. Dokładnie 64 lata (także 13 maja) po pierwszym objawieniu Matki Bożej w Fatimie. Ranny papież osunął się w ramiona stojącego za nim sekretarza Stanisława Dziwisza. Ochrona przewiozła Jana Pawła II do polikliniki Gemelli, gdzie poddano papieża sześciogodzinnej  operacji. Do pełni zdrowia jednak nigdy nie wrócił. Papież wierzył, że swoje ocalenie zawdzięczał nie tylko szczęściu. Wyraził to słowami: Jedna ręka strzelała, druga kierowała kulę.

Rok po zamachu papież udał się do Fatimy w swą jedenastą podróż apostolską, chcąc złożyć Matce Boskiej hołd i podziękowanie za to, że ta według niego ocaliła mu życie. Wyjęty podczas operacji pocisk z pistoletu Mehmeta Ali Ağcy został przekazany jako wotum, a następnie umieszczono go wewnątrz korony figury Matki Bożej Fatimskiej. 13 maja 1982, podczas nabożeństwa, niezrównoważony mężczyzna Juan María Fernández y Krohn lekko ugodził papieża nożem. Ochrona szybko obezwładniła napastnika, a papież dokończył nabożeństwo pomimo krwawienia. Wydarzenie to nie było szerzej znane aż do roku 2008, kiedy do kin trafił film Świadectwo.

Upadł komunizm w Polsce, rozpadł się Związek Radziecki. Wydawałoby się, nie do pomyślenia jeszcze w Stanie Wojennym i tuż po nim, gdzie swoją ofiarę poniósł ksiądz Jerzy Popiełuszko, kapelan Solidarności. Jednak determinacja samego papieża, Lecha Wałęsy oraz Ronalda Raegana złożyły się razem na końcowy sukces. Dziś, kiedy słyszy się bufona Wałęsę, który zaprzecza epizodowi z lat 70-tych współpracy z SB wobec niezbitych dowodów oraz powtarzaniu na każdym kroku JA i tylko JA obaliłem komunę, ma się ochotę zlitować nad potwornie brzydko starzejącym się byłym prezydencie kraju. Kraju, który gen wolności ma głęboko zakorzeniony, którego Juliusz Słowacki określił Winkelriedem narodów.

Co z tym Kimem

Czy Korea Północna jest dziś realnym zagrożeniem?

Od kilku lat trwa ofensywa nuklearna w reżimie Kima (tak chętnie porównywanym z obecną Polską przez nieźle pojebanych, zawiedzionych wyborców SLD, PO, PSL czy Nowośmiesznej). Wielu zadaje sobie pytanie, czy był moment, by kwestię ograniczenia militarnej siły Korei Płn ukrócić. Otóż był taki moment. Była to ofensywa USA w Zatoce Perskiej w 1991 roku i słynna operacja Pustynna Burza. Wtedy to Chiny były pogrążone w kryzysie i na pewno nie odpowiedziałyby militarnie na atak i obalenie reżimu Kimów siłą (było to 27 lat temu). Tak samo ówczesna Wspólnota Niepodległych Państw, z Rosją Jelcyna na czele.

Dzisiaj Zachód może jedynie obserwować i płakać nad rozlanym mlekiem. Ale czy rzeczywiście Kim chce użyć broni? Nie jest aż tak szalony by wywołać konflikt globalny. Sam kształcił się  w Szwajcarii pod fałszywą tożsamością. Kim Dzong Il oraz wcześniej Kim Ir Sen potrafili wykształcić swoje dzieci, bo tylko to gwarantowało utrzymanie reżimu. Dziś broń nuklearna jest jedyną gwarancją i argumentem w negocjacjach o ewentualne zniesienie sankcji. W orędziu noworocznym dyktatora słychać było gotowość do podjęcia rozmów. Także poczekajmy na rozwój wydarzeń. Wszystkie znaki pokazują, że Igrzyska Olimpijskie w Korei Płd za kilka tygodni mogą być wykorzystane do rozmów pokojowych i etapem do pojednania obu Korei. To się wydarzy, bo lepiej pokojowo rozwiązać konflikt i dać szansę modernizacji kraju, niż być w ciągłej izolacji bez gwarancji, że wojskowi nie zbuntują się przeciw wciąż młodemu Kim Dzong Unowi. Bo rzeczywiście to rządzi tam armia, która w każdym momencie może wypowiedzieć posłuszeństwo bossowi.

Zachęcam do komentowania i udostępniania treści na swoich tablicach na FB.

Kremlowskie fabryki trolli

Niedawno brytyjski Guardian opisał ingerencję Rosjan w referendum ws wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (czerwiec 2016 roku). Tak się składa, że brytyjski kontrwywiad MI5 (Security Service) wykrył aktywność 419 kont twitterowych pochodzących z Rosji, które wygenerowały 45 tysięcy wiadomości w 48 godzin, poprzedzających referendum. Filip Perkon, 28-latek, którego rodzice pochodzą z Rosji, a który mieszka w Londynie, opracował system, zwany “Russian diplomatic online club”. Dyplomaci związani z ambasadą rosyjską w UK nie musieli robić nic. Ich twitterowe konta same generowały około 10 tysięcy tweetów sugerujących głosowanie za Brexitem.


Putin zapytany przez May oczywiście zaprzecza. Twierdzi, że Rosja oczywiście śledziła kampanię ale nie ingerowała w wewnętrzne sprawy Wielkiej Brytanii. Istnieje podejrzenie, że tegoroczne wybory parlamentarne w UK były także zmanipulowane. Dodatkowo w samej końcówce kampanii miał miejsce krwawy zamach w Manchester, którego akurat jestem mieszkańcem i wiem, co się tutaj działo z bliska. A co do samych fabryk trolli, to jest ciekawa historia, związana z Sankt Petersburgiem. Otóż w tym mieście jest takowa, przy ulicy Sawuszkina 55. Z zewnątrz budynek wygląda, jakby był w ciągłym remoncie, otoczony metalowymi barierkami. Pracuje tam około 400 osób, a założycielem tego przybytku jest emerytowany pułkownik milicji Michaił Bystro (w sumie Kreml zawsze potrzebował bystrych ludzi).
Jak wygląda praca? Otóż pracownik otrzymuje przekaz dnia i ma go rozpowszechnić w różnych portalach informacyjnych, w różnych językach na forach. Podaje się za biznesmena, sprzątaczkę, kierowcę, studenta itp. To uwiarygadnia przekaz. Onet, Wirtualna Polska, NaTemat, czy Interia nie są wolne od takowych zagrywek Kremla. Kremlowskie trolle pracują całą dobę, Dyżury są 12-godzinne. Ich zadaniem jest również odpowiadanie na wpisy innych trolli. Wszystko by przekonać, że na dany temat odbywa się zagorzała dyskusja. Nie dowiedzielibyśmy się do dziś, jak to wszystko pracuje, gdyby nie jedna z pracownic, która nie wytrzymała. Po zabójstwie Niemcowa w 2015 roku kazano kolportować przekaz, że śmierć opozycjonisty to prowokacja samej opozycji, by wzmocnić jej siłę i ją zjednoczyć.


Konkluzja nasuwa się sama: obserwujmy wątki na forach i sprawdzajmy, gdzie są one ściśle prorosyjskie. Być może to nie organiczna praca rusofilów, a zamierzone działania Kremla.
Udostępniajcie na swoich tablicach, dyskutujcie i proszę o organiczne wsparcie popularności mojego bloga. Bo ma być jak zawsze prowokująco, trochę śmiesznie ale zawsze prawdziwie.

Owiany tajemnicą żywot Jana Kulczyka

Mnożą się teorie spiskowe na temat śmierci Jana Kulczyka. Przyznam się, że i mnie zszokowała informacja na temat jego zgonu. Jest 29 lipca 2015 roku i Polskę obiega informacja o powiklaniach po planowanym, co bardzo w tej sprawie istotne, zabiegu kardiologicznym. Sytuacja ma miejsce w szpitalu klinicznym w Wiedniu, publicznej placówce.Pierwsze pytanie jakie przyszło do głowy to te, jak to możliwe, że najbogatszy Polak nie korzysta z luksusowych klinik prywatnych, gdzie operują najlepsi za bajkowe sumy. No chyba dla miliardera, ratującego swoje zdrowie, to podstawowa decyzja. Od tej operacji zależy przecież, jak długo będzie żył.


W publikacji nie będę skupiał się na jego historii prowadzenia biznesu. W skrócie dorobił się na prywatyzacji polskich przedsiębiorstw (Telekomuniakcja Polska, Warta, Orlen oraz ostatni wielki deal – Ciech). Wróćmy jednak do tła zabiegu kardiologicznego. Miał to być rutynowy, zaplanowany zabieg. Mniej więcej dwa miesiące przed nim następuje tąpnięcie w rządzie Ewy Kopacz. Na początku czerwca wyciekają akta dot. śledztwa afery taśmowej. Co dotyczy także rodziny Jana Kulczyka. Obyczajowy skandal, gdzie w aktach pojawia się córka Dominika. Ze szczegółami opisano orgie z jej udziałem, do jakich dochodziło w jednym z lokali. Cynk opinii publicznej daje Zbigniew Stonoga, który prowadzi swoją grę. Na marginesie dodam, że Dominika Kulczyk rozwodzi się w 2013 roku, a więc na rok przed wybuchem afery taśmowej. Sam Jan Kulczyk także jest już po rozwodzie, który miał miejsce w 2006 roku. Daty są istotne, gdyż na przełomie 2005 i 2006 roku dochodzi do zmiany władzy w Polsce – SLD traci stery na rzecz PiS. W 2015 roku natomiast po drugiej odsłonie afery taśmowej, poparcie dla PO spada mocno, a po zwycięstwie Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich pewna jest porażka koalicji PO-PSL.


Wróćmy na chwilę do Zbigniewa Stonogi, który rozpętał aferę, dając link do chińskiego serwera ftp, na którym umieszczone były akta ze śledztwa afery taśmowej. Wspólna postać, która przewija się w wątku i śmierci Leppera, i śmierci Kulczyka jest Piotr Tymochowicz (polecam lekturę mojego wcześniejszego wpisu). Tutaj „romansujący”, czyli znający Stonogę oraz środowisko Samoobrony. Dziś Stonoga siedzi, obawiając się o własne życie. Zresztą to samo dotyczy Piotra Tymochowicza z zarzutami posiadania treści pedofilskich.


Pojawia się zatem szereg teorii spiskowych, w każdej z nich w tle służby. Dodatkowo po podziale majątku wśród swoich dzieci, Kulczyk Holding mocno skurczył się za sprawą Brexitu (postaram się napisać wkrótce o ingerencji Rosjan w kampanię przed referendum ws wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej). Po tąpnięciu kursu funta, majątek uszczuplił się z dnia na dzień o 10%. Czy zatem mamy prawo zadania sobie pytania, czy rzeczywiście Jan Kulczyk musiał umrzeć? Czy okrutny jest los, czy okrutne są układy polityczne, gdzie po przesileniach dochodzi do głośnych wydarzeń? Zachęcam do komentowania i lajkowania Polityczno – Sportowej Narkomanii na FB oraz dzielenia się treścią ze znajomymi.

“Samobójstwo” Andrzeja Leppera

Śmierć Andrzeja Leppera była dla wszystkich szokiem.

Uchodził on za osobę silną psychicznie i odporną na ataki polityczne nie tylko w swoim środowisku, ale i na zewnątrz. Piotr Tymochowicz był blisko związany z liderem Samoobrony. Na kilkanaście godzin przed jego śmiercią spotkali się, by umówić się na grilla za dwa dni. Lepper nawet poinstruował, co na takiego grilla należy kupić. Zastanawiające, bo zapewne nie robi tego osoba, która już zaplanowała samobójstwo. Ponadto szef Samoobrony wspomniał mimowolnie, że „chcą mnie zabić”. Na pytanie „kto?” odpowiedział krótko „długo by opowiadać”.
Bliscy Andrzeja Leppera opowiadają, że na spacery zaczął chodzić w dwójkę lub trójkę, choć wcześniej robił to sam. Wiedział, że biuro Samoobrony, w którym pracował, jest na podsłuchu służb. Ponadto mówił o obserwacji jego osoby.


Ciało martwego polityka odnaleziono w biurze (łazience) 5 sierpnia 2011 roku, około godziny 16:00. Śledczy od razu ogłosili komunikat, że śmierć nastąpiła bez udziału osób trzecich. Znając praktykę działań śledczych, taki komunikat został opublikowany zbyt wcześnie. Dodatkowo sekcji zwłok nie przeprowadzono w ciągu doby, ale dopiero po trzech dniach (policja tłumaczy się piątkowym popołudniem, jednak w szczególnych przypadkach zakład medycyny sądowej takie sekcje przeprowadza również w weekend). Po takim czasie większość podejrzanych substancji ulega rozkładowi.


Najdalej idącą tezę śmierci Andrzeja Leppera stawia Wojciech Sumliński. Według niego lider Samoobrony był dysponentem informacji na temat kontraktu gazowego, zwanego potocznie gazowym przekrętem stulecia. I tu docieramy do wschodniego wątku. Nie jest tajemnicą, że Samoobrona przeżywała kryzys, także ten związany z finansami. Natomiast już trudniej dostępne są informacje, na temat biznesowych prób Leppera na Ukrainie i Białorusi. Tajemniczy wątek ukraińskiego Zakonu rycerzy Michała Archanioła (loża masońska). Założycielami tej organizacji w latach 90-tych ubiegłego wieku byli oficerowie GRU, czyli wojskowych służb informacyjnych ZSRR. Dlaczego akurat Lepper pojawił się tam i z której strony groziło mu niebezpieczeństwo?

W poprzednim akapicie wspomniałem o Ukraińskim Zakonie Rycerzy Michała Archanioła. Na jego czele stał Mykoła Hinajło, były już Wielki Kanclerz Zakonu. Otwarcie przyznaje, że jest ukraińskim masonem. Organizacja formalnie zajmuje się dbaniem o dobry wizerunek Ukrainy poza jej granicami, krzewieniem prawosławia. Główny problem polega na tym, że członkowie pochodzą z kręgów wojskowych i służb specjalnych ZSRR.
Mykoła Hinajło został doradcą Andrzeja Leppera. Wtedy ABW zainteresowała się ową współpracą, podejrzewając szefa Samoobrony o działalność na rzecz służb ukraińskich czy też rosyjskich. Dzięki kontaktom z Zakonem, Lepper został wprowadzony na salony Ukrainy. Otrzymał dwa honorowe doktoraty ukraińskich uczelni. Sam Zakon natomiast, jako organizacja religijna, mógł liczyć na przywileje. Dzięki nim organizacje przestępcze i tajne służby prawdopodobnie prały pieniądze i lokowały je na ukrytych kontach na Cyprze.


Kolejną osobą, powiązaną z Andrzejem Lepperem był Petro Stech, posiadający polskie obywatelstwo ukraiński członek Zakonu, zamieszkały na Lubelszczyźnie, prowadzący tam działalność biznesową. Dysponował wiedzą na temat transferów dużych kwot na Cypr. Zmarł nagle w marcu 2016 roku w hotelu Ukraina w Łucku. Oficjalną przyczyną śmierci było pęknięcie trzustki, choć inne relacje mówią o ataku serca. Martwego znalazła pokojówka. O jego zgonie pracownicy hotelu boją się mówić. Brakuje nagrań z monitoringu hotelu akurat z tego jednego dnia. Śledztwo błyskawicznie zamknięto, tak jak w Polsce.


To nie wszystko. Od znajomych na Ukrainie Andrzej Lepper otrzymał informacje na temat kontraktu gazowego z Rosją. Przewija się tam nazwisko Millera, szefa Gazpromu. Dlaczego umierają przed śmiercią przewodniczącego powiernicy jego ważnych dokumentów? To u nich deponowane były te dokumenty, które Lepper uważał za bardzo istotne, a których bał się trzymać w kasie pancernej swojego biura. Adwokat Ryszard Kuciński umiera nagle w maju 2011 roku, a dwa miesiące później Róża Żarska.

Zbyt wiele jest zbiegów okoliczności a wiele wskazuje na morderstwo. Otwarte okna i rusztowanie za zewnątrz to tylko zmylenie śledczych. Zabójca wszedł głównymi drzwiami, znając kod do zamka elektrycznego. Prąd do biura podpięty był nielegalnie, bo Samoobrona nie opłacała rachunków, co obala teorię o wejściu przez okno. Andrzej Lepper nie spodziewał się, że ktoś inny poza zaufanymi osobami może wejść do biura, stąd brak śladów walki na miejscu zbrodni.

Kto dziś atakuje rząd?

Obywatele RP czy Ubywatele?

Kto dziś atakuje rządzącą partię? Komu dziś nie podobają się jej wyniki? Ulica i zagranica ma się z nią rozprawić?

Do tej pory Platforma Obywatelska i PSL, sieroty po poprzedniej koalicji, nie mogą pogodzić się z utratą władzy, przywilejów, dostępu do tajnych informacji, koryta w postaci spółek Skarbu Państwa. Do tych sierot przyłączył się kozak Stanu Wojennego, dziś rozmieniony na drobne, Władek Frasyniuk. Pytamy się: po co ci to Władku? Czyż nie lepiej prowadzić nadal swój biznes i nie jątrzyć? Masakra, co oni wyprawiali w noc białych róż 10 czerwca 2017 roku. Kładli się na chodnikach, krzyczeli, piszczeli. Frasyniuk stał się nagle Janem Józefem Grzybem. Zgoda, to dziś stary grzyb 🙂 tak jak Pinior, który ma twarde zarzuty i pieprzy, że to polityczny atak. A po co ci ta dodatkowa kasa Józefie? Kochanka, dzieci na boku? A może chcesz pojechać na wakacje lub spłacić nowy samochód?

Dziś nikt już masowo na ulicę nie wyjdzie bo widzi, że to hipokryci, klasyczni hipokryci. A panocek Kasprzak otaczający się Farmazonem? Śmiech na sali słyszany z oddali. Kasprzaku kochany, życzę ci w nowym roku dużo zdrowia, bo rozum dobry Pan Bóg odebrał ci już dawno…

Współczesny terroryzm narodził się w RFN

Niewiele osób wie, że współczesny europejski terroryzm narodził się w Niemczech w latach 60-tych ubiegłego wieku. Wspomniany okres to zachłyśnięcie się rewolucjami lewicowych ekstremistów, jak Che Guevara, terrorysta Carlos „Szakal”, przesiąknięcie idolami socjalistów i komunistów takimi jak Karol Marks, Włodzimierz Ilicz Lenin, Fidel Castro i kilku innych. Jednak wróćmy do źródła – fali europejskich studenckich protestów, inspirowanych ze Wschodu – walki socjalizmu z kapitalizmem.
Jest rok 1967. Przez stolice zachodnioeuropejskie przelewa się fala studenckich protestów. Przeciw wojnie w Wietnamie, wyzyskowi na rynku pracy. W przypadku Berlina ogniskiem zapalnym jest wizyta szacha perskiego w Berlinie. Ginie wtedy Benn Ohnesorg, student, zastrzelony przez jednego z policjantów strzałem w głowę. Po latach, po otwarciu archiwów Stasi okazuje się, że to nie był policjant, a agent służby wywiadu NRD. I tak oto lewicowi ekstremiści otrzymali na tacy męczennika, który stał się symbolem walki z kapitalizmem. A pamiętajmy, że Europa zaczęła wydawać na świat włoskie Czerwone Brygady, francuską Action Directe czy baskijską ETA. W przypadku RFN był to RAF, czyli Frakcja Czerwonej Armii (Rote Armee Fraktion).
Wróćmy jednak do Stasi i jej udziałowi we wspieraniu lewicowego terroryzmu. Pieczę nad nim sprawował słynny XXII Departament MfS, przeciwdziałający terroryzmowi, a w zasadzie wspierający terroryzm w krajach kapitalistycznych. Każda komórka miała pod opieką daną frakcję, a w każdej komórce byli oficerowie, którzy dzielnie sprawowali mecenat nad takimi szumowinami, jak organizacja RAF, Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny, Fatah, grupa Carlosa Szakala, itp. Dostarczano ze Stasi fałszywe dokumenty, pieniądze, broń, materiały wybuchowe czy wreszcie udostępniano tajne kryjówki. Wszystko w imię zniszczenia kapitalizmu i zastąpienia go komunizmem. Dziwne to wszystko, a może i nie. Bo czyż dla komunistów życie ludzkie miało jakiekolwiek znaczenie? Ubeckie i esbeckie szmaty, które zabijały polskich obywateli, niewinni cywile, ginący w potoku krwi na europejskich ulicach a nawet izraelscy sportowcy na Igrzyskach w Monachium w 1972 roku (akcja terrorystyczna przeprowadzona przez palestyński Czarny Wrzesień). To wszystko miało wspólny mianownik: służby bloku państw zrzeszonych w Układzie Warszawskim i RWPG, inspirowanych przez KGB i GRU (odpowiednio wywiad cywilny i wojskowy w Moskwie). A były to rumuńska Securitate, wspomniana Stasi, węgierski AVH czy czechosłowacka Statni bezpečnost. Są też ślady prowadzące do służb PRL.
Aby informacje zostały usystematyzowane, i aby nie było ich zbyt wiele naraz, postanowiłem podzielić temat na kilka części, w których będę opisywał kolejne smaczne wątki, powiązane ze współczesną europejską polityką. W tym miejscu chciałbym podziękować koledze Witoldowi Gadowskiemu za inspirację jego świetną książką Tragarze Śmierci (z całego serca polecam tę lekturę), w której to zebrano mocny materiał na temat terroryzmu ostatnich dekad. Wkrótce część druga mojego felietonu.